„Szału nie było” jak mawia Mateusz, ale też trudno nazwać występ naszej juniorskiej reprezentacji na Mistrzostwach Świata w Turcji za porażkę. Na pewno świetny występ naszych „dziewczyn” rozbudził także apetyty u młodszych bularzy, zwłaszcza że drużyna – czego jestem pewny – ma spory potencjał, i – co trzeba zauważyć – awans do 16 był realny. Jeszcze zabrakło… czego? Długo się nad tym – jako ich trener i opiekun – zastanawiałem i mam kilka pomysłów. Mam tylko nadzieję, że moi podopieczni nadal będą tak ciężko pracować, a nawet jeszcze ciężej, jak przez ostatnich kilka lat. Warto także zauważyć, że na poprzednich mistrzostwach świata w turnieju głównym przegraliśmy wszystkie mecze i dopiero fantastyczny wytęp w pucharze narodów „osłodził” nieco nasz udział w tamtej imprezie. Mogę jedynie przypomnieć, że w Turcji nieznacznie przegraliśmy z Madagaskarem i Szwecją, a pokonaliśmy Izrael i drużynę gospodarzy.

Reprezentacja Polski: Dawid Wojciechowski, Mateusz Kondrat, Maciej Hańczuk, Paweł Pieprzyk oraz Janusz Mazurkiewicz (szef delegacji) i Wojtek Hańczuk (trener, z tyłu) przed meczem ze Szwecją
W Pucharze Narodów spokojnie pokonaliśmy najpierw Łotwę, a następnie – w dość zaskakujących okolicznościach, bo przegraliśmy trochę sami ze sobą – ulegliśmy nieznacznie Danii. Chłopcy starali się grać „swoją” petanque – odważną i agresywną, może nieco częściej niż zwykle szwankowała skuteczność, ale – i tego jestem pewny – odwrotu od takiej gry być nie może. Oczywiście – można gdybać – może gdybyśmy zamiast strzelać ustawiali kolejne kule, wyniki byłyby lepsze, może udałoby się wygrać jeden mecz więcej. Może… Ale trzeba pamiętać, że Ci chłopcy – mam taką nadzieje – będą grali w kule jeszcze wiele lat i czas obecny, to czas nauki i pracy nad sobą, i to jest dla mnie nadrzędny cel. Dlatego nie tylko wynik, a może nie przede wszystkim wynik, jest rzeczą najważniejszą.
Świadomie pominąłem spotkanie ze Słowacją – porażka w tym meczu pozbawiła nas awansu do 16 i to prawdopodobnie z 9 miejsca. Nasi sąsiedzi zagrali bardzo dobre spotkanie – może też nas czytają, to jeszcze raz gratuluję – a już koncertowo rozegrali dwa ostatnie rozdania. Moi podopieczni po dobrym początku chyba za szybko zapomnieli, że gra się do 13 punktów – taki grzech młodości – i czasu zabrakło, by im o tym przypomnieć – wspomniane wyżej fantastyczne dwa rozdania. To była bolesna lekcja, wierzę, że przyda się w przyszłości.
„Paweł dał radę” – oczywiście osobny akapit trzeba poświęcić świetnemu występowi Pawła Pieprzyka w konkursie strzału precyzyjnego. Awans do najlepszej 8 turnieju to sukces, zwłaszcza że wynik „wystrzelany” w eliminacjach przez naszego reprezentanta jest bardzo, bardzo „przyzwoity”. Porażka w ćwierćfinale z Mistrzem Świata wstydu Pawłowi nie przynosi.
Organizacyjnie nie było źle i o dziwo wszystko rozpoczynało się punktualnie, wiele fantastycznych chwil i – co jest tradycją i treścią takich imprez – festiwal przyjaźni młodych ludzi z 32 krajów. Mogę jeszcze dodać, że tak trochę przy okazji pograliśmy także w innych turniejach, które odbywały się w trakcie i po mistrzostwach. Rosyjscy bularze zorganizowali turniej dubletów, w którym nasze 2 i pół drużyny – pół, bo grałem z kolegą z Rosji – wypadło bardzo przyzwoicie, solidarnie odpadliśmy w ćwierćfinałach. 4 nasze ekipy wystartowały w turnieju tripletów – trochę dziwnie zorganizowany, bo trwał 3 dni, ale to długa historia – trzy awansowały do 16, a jedna do ćwierćfinałów. Mieliśmy niepowtarzalną okazję pograć z reprezentantami wielu krajów, np. z Włochami czy młodymi Mistrzami z Tajlandii – tak na marginesie, wypadliśmy lepiej niż ich finałowi rywale z Niemiec, bo zdobyliśmy po punkcie (tak się złożyło, że grały z nimi dwie nasze drużyny). Mogę jeszcze potwierdzić – nasze Panie już o tym pisały – że to fantastycznie grać na dużej międzynarodowej imprezie i jednocześnie mieć swoich kibiców i wielkie wsparcie. Dla formalności – wielkie dzięki wszystkim. Dziękuje w imieniu całej reprezentacji także za sygnały płynące z kraju, że kibicujecie, oglądacie i jesteście z nami. To bardzo, bardzo ważne. Aby podziękowania były pełne koniecznie muszę wspomnieć o tych, dzięki którym nasz wyjazd doszedł do skutku – czyli nasi mecenasi:
- Polska Federacja Petanque – czyli tak naprawdę nasza cała mała społeczność i zarząd federacji
- Urząd Miasta Gorzów Wielkopolski
- Urząd Miasta Śrem
- Śremski Klub Petanque
- Śremski Klub Przyjaciół Petanque Buler
- Klub Sportowy Petanque Słowianka Gorzów
Osobiście specjalne podziękowania ślę dla Łukasza Kudły – tylko on i ja wiemy, jak bardzo zwariowane były przygotowania do naszego wyjazdu i jak wiele nerwów nas to kosztowało – no i chcę podziękować – w końcu publicznie, ale po tylu latach czuję, że musze to zrobić – mojej rodzinie, a właściwie damskiej części rodziny. Aga, Hania – ja nie wiem, jak Wy to wytrzymujecie, te wyjazdy, czy nasze małe zgrupowania, gdy nagle stan „młodzieży” w naszym domu rośnie o 200%.
Pozdrawiam wszystkich „bularzy”. Wojtek Hańczuk