W dniach 12 -15 listopada 2009 r. w Tajlandii, w Suphanburi odbyły się 12 Mistrzostwa Świata Kobiet w Petanque. W zmaganiach o mistrzowskie tytuły uczestniczyła również kadra Polski w składzie: Wioletta Śliż, Katarzyna Śliż, Mariola Wróbel i Joanna Kastelik.
Każdy wyjazd na tego typu zawody wzbudza w zawodnikach wątpliwości, czy aby na pewno to oni powinni wejść w skład kadry narodowej i czy są wystarczająco przygotowani, aby reprezentować kraj. Odpowiedź na te pytania można otrzymać dopiero po zakończeniu mistrzostw. Z całą pewnością ostateczny wynik dla każdego będzie oznaczał co innego, ponieważ definicja sukcesu i porażki nigdy nie jest jednoznaczna. Należy jednak pamiętać, że droga, która prowadzi człowieka do celu, nie zawsze jest krótka i prosta oraz, że osiągnięcie sukcesu zależy tylko od nas samych. Z kolei wszystkie niepowodzenia należy traktować jako motywację do ciężkiej pracy, o czym postaramy się nigdy nie zapomnieć.
Do Tajlandii poleciałyśmy w poniedziałek wieczorem, aby po niespełna dwóch dniach spędzonych w Bangkoku udać się do Suphanburi. Kultura tajska znacznie różni się od europejskiej, co wyraźnie można zauważyć spędzając jedynie krótkie chwile na ulicach tajskiej stolicy. To kilkumilionowe miasto zamieszkują w znacznej mierze buddyści, a ich religijność widać na każdym kroku. Co kilkadziesiąt metrów rozstawione są ołtarzyki Buddy, a w każdym budynku znajdują się domy duchów, których przez szacunek dla wyznania nie należy fotografować.

Grand Palace w Bangkoku
Tajlandia, to typowy kraj azjatycki, który charakteryzują kontrasty. Najbardziej rzucają się w oczy różnice ekonomiczne. Z jednej strony można ujrzeć przepiękne, złocone świątynie Buddy i portrety pary królewskiej, a z drugiej slumsy, czy też często rozpadające się chatki na palach nad brudną rzeką, w których żyje znakomita część społeczeństwa. Odnoszę jednak wrażenie, że pośród ubóstwa, trudnego życia i ciężkiej sytuacji politycznej, Tajowie potrafią odnaleźć szczęście i pogodę ducha. Większość z nich jest radosna, uśmiechnięta i bardzo otwarta na ludzi. Prawdopodobnie mieszkańcy Tajlandii nawet nie marzą o innym życiu, ponieważ nigdy wcześniej go nie zaznali. Potwierdzeniem tych dywagacji może być sytuacja, z jaką spotkałam się po przyjeździe do Suphanburi, pierwszego dnia zawodów. Była to wczesna godzina, zawodniczki dopiero docierały na miejsce zawodów, aby się rozgrzać przed konkursem strzału precyzyjnego. Przez szybę samochodu przy jednym z ołtarzyków Buddy zauważyłam reprezentantki Tajlandii składające ofiary i palące kadzidła, głęboko pogrążone w modlitwie. Dla mnie było to oznaką prawdziwej wiary, odwagi, a także szczęścia. Z całą pewnością społeczeństwo nie cierpi z powodu zasad społecznych i religijnych panujących w państwie. Ludzie wierzą, że to czego doświadczają, jest zależne od woli ich Boga. Myślę, że świadczy to o tym, iż Tajowie znają porządek panujący na świecie i akceptują go. Wiedzą, że ponad nimi jest Bóg i Król. Czy jest to prawda, nam przyjezdnym nigdy na 100% nie uda się dowiedzieć.
Z całą pewnością o tych mieszkańcach Azji nie można powiedzieć, że są niegościnni. Sposób, w jaki dbali o komfort zawodników był nieprawdopodobny. Impreza zorganizowana została bardzo oryginalnie i starannie. Niesamowite wrażenie na uczestnikach imprezy zrobił czwartkowy, wieczorny przejazd konwoju autokarów i busów. Na jego czele jechał samochód – pilot, z włączonym kogutem, który bez problemu przejeżdżał przez wstrzymywany przez policję na kolejnych skrzyżowaniach ruch uliczny na drodze pomiędzy hotelem, w którym mieszkaliśmy, a lokalem, w którym odbyło się inauguracyjne spotkanie, połączone z losowaniem oraz kolacją. Przy wejściu na każdą z osób czekał wieniec z orchidei zarzucany na szyję przez młodych wolontariuszy imprezy.

Podczas bankietu rozpoczynającego Mistrzostwa
Rankiem 13 listopada, rozpoczęły się eliminacje do konkursu strzału precyzyjnego. Z racji tytułu – Mistrzyni Polski Kobiet w strzale precyzyjnym miałam (Joanna Kastelik) okazję zmierzyć się z samą sobą i wziąć udział w zawodach. Mój konkurs zakończyłam wynikiem 14 punktów, który nie dał mi awansu do rundy barażowej. Tłumaczenie, dlaczego zdobyłam tak mało punktów jest tutaj zbędne. Należy jedynie wyciągnąć konstruktywne wnioski. Po pierwszej rundzie strzału najlepsza okazała się Maryse Bergeron – Kanada (37pkt), następnie Phantipa Wongchuvej – Tajlandia(37pkt.), Angelique Papon – Francja (35pkt) oraz Marina Blom – Holandia (30pkt.).
Kolejnym punktem programu było oficjalne rozpoczęcie Mistrzostw i prezentacja drużyn. Tym razem organizator zaskoczył wszystkich niesamowitym programem artystycznym. Widowisko było połączeniem artyzmu, tańca, akrobacji i olbrzymiej sprawności fizycznej. Mieliśmy okazję ujrzeć tradycyjne smoki oraz usłyszeć typową azjatycką muzykę. Po wspaniałym rozpoczęciu zawodów nastąpiła kolejna eliminacja do konkursu strzału precyzyjnego. Po rundzie barażowej do ósemki weszły: Hiszpanka Ines Rosario (45pkt), Szwedka Jessica Johansson (32pkt), Wietnamka Diem Phan (29pkt) i Czeszka Lucie Klusova (28pkt). Kiedy zawodniczki poznały finałową ósemkę strzelczyń walczących o Mistrzostwo, ruszyła pierwsza runda eliminacyjna tripletów. Turniej w tej fazie rozgrywany był systemem szwajcarskim, z limitem czasu 60 minut plus dwa rzuty. Już poprzedniego wieczoru dokonano losowania numerów startowych poszczególnych drużyn oraz kojarzenia do tej rundy, stąd wiedziałyśmy, że przydzie nam się zmierzyć z drużyną Węgier. Mecz zakończył się niestety naszą porażką – 13:9. Nie był to miły początek turnieju, tym bardziej, że przez większość spotkania utrzymywałyśmy przewagę punktową i kontrolowałyśmy działania przeciwnika. Duże znaczenie na ostateczny wynik meczu z całą pewnością miała partia, w której Węgierkom udało się zdobyć aż 5 punktów. Przy dwupunktowej przewadze w środkowej fazie meczu podjęłyśmy decyzję o wybiciu kuli przeciwniczek. Bicie się nie powiodło, a jak się wówczas wydawało, niezła obrona, okazała się niewystarczającą, gdy przeciwniczki przesunąwszy świnkę zgarnęły wspomnianą już pulę paru punktów. W rezultacie ryzyko okazało się większym, niż założyłyśmy, gdyż Węgierki odzyskawszy nadzieję zagrały bardzo dobrze końcówkę meczu. Po spotkaniu starałyśmy się przeanalizować na gorąco przebieg meczu. Nie miałyśmy na to zbyt wiele czasu, ale na szczęście złe emocje opadły i byłyśmy już w stanie optymistycznie przystąpić do kolejnego pojedynku. Walka z reprezentantkami Monako nie była wielce pasjonująca, o czym może świadczyć fakt, że niewiele z niej pamiętam. Mecz zakończył się wynikiem 12:4 z korzyścią dla polskiej ekipy. Pierwszy dzień zmagań zakończyłyśmy bilansem 1:1.
Jak się okazało następnego dnia, poranna porcja ryżu miała dobry wpływ na naszą dyspozycję sportową. Żeby nie zostać źle zrozumianą, różnorodność jedzenia począwszy od śniadań przez lunch, do kolacji, była duża, ale osoby z europejskimi upodobaniami kulinarnymi musiały uważać, by nie „spalić” języka jedną z ostrych przypraw lub sosów i lawirować pomiędzy półmiskami w poszukiwaniu odpowiedniego menu.
Powracając jednak do zawodów: z niepewnością czekałyśmy na mecz z Algierią, która podczas treningu wydawała się być groźna i zdeterminowana. Na boisku jednak to my byłyśmy górą, a w oczach rywalek widziałyśmy jedynie bezradność, którą próbowały rozproszyć, udając się po rady do równie niezadowolonego trenera. Pomimo tej pomocy przeciwniczkom udało się uzyskać jedynie 4 punkty wobec naszych 13.
Dużym zaskoczeniem był dla nas kolejny pojedynek z drużyną gospodarzy – Tajlandią 2. Nie spodziewałyśmy się, że grające tak pięknie dziewczyny mogły przegrać mecz, na co wskazywał numer boiska, na którym przyszło nam się zmierzyć. Walka okazała się bardzo nierówna i męcząca. Pomimo naszej w sumie niezłej gry, rywalki nieustannie zmuszały nas do obrony. Tajki grały równo i skutecznie. Większość ich zamierzeń była realizowana w 100%. Pomimo bezkonkurencyjności przeciwniczek mecz był dla nas bardzo ciekawym przeżyciem, ponieważ gra z gospodarzem, to również walka z kibicami. Tłum jednakowo ubranych, głośnych i szalonych Tajów, kibicujących swoim zawodniczkom, nie dawał o sobie zapomnieć ani na chwilę w trakcie trwania mistrzostw. Ostatecznie udało nam się zdobyć zaledwie jeden punkt i z lekkim niezadowoleniem mogłyśmy się udać na obiad.

Z Tajlandią II przed 4 rundą eliminacyjną
Kolejny i ostatni mecz rundy eliminacyjnej stoczyłyśmy z Włoszkami. Był to pojedynek, który przyniósł nam najwięcej emocji i znacznie podniósł poziom adrenaliny. Zarówno przeciwnik, jak i my był zdeterminowany i chciał wygrać za wszelką cenę. Nagrodą mógł być awans do szesnastki drużyn, które następnie w fazie play off miały walczyć runda po rundzie o medalową stawkę. Ze względu na limit czasowy, końcowy wynik z mieszkankami południowej Europy, to 7:6 dla biało – czerwonych. Mecz był trudny i wymagał równej gry. Na szczęście w ostatniej, decydującej rozgrywce udało nam się zagrać wszystkie kule bardzo dobrze i zakończyłyśmy spotkanie z jedną niewyrzuconą na ręku. Nietrudno sobie wyobrazić reakcję temperamentnych Włochów na przegraną tylko jednym punktem, a tym samym pozostanie z dorobkiem dwóch wygranych pojedynków po pięciu eliminacyjnych rundach i grę tych ambitnych zawodniczek w Pucharze Narodów. Na szczęście, gdy opadły emocje Włoszki okazały się być wesołe i sympatyczne. My, mając na koncie 3 wygrane mecze, z niepokojem czekałyśmy na obwieszczenie zbiorczych wyników. Mogłyśmy bowiem liczyć na wejście do czołowej 16. Było to dla nas wspaniałe uczucie dowiedzieć się, że awansowałyśmy z 14 miejsca, a pierwszy pojedynek stoczymy z królującymi jeszcze Mistrzyniami Świata z 2007 roku – Hiszpankami. Sądzę, że przed rozpoczęciem spotkania, gdy spotkałyśmy przeciwniczki, wszystkie odniosłyśmy wrażenie, że są to bardzo pogodne i życzliwe osoby. Po wykonaniu pamiątkowej fotografii, przystąpiłyśmy do gry. Pierwszy punkt i prowadzenie w spotkaniu, choć krótkotrwałe, zdobyłyśmy my. Hiszpanki przejąwszy świnkę, konsekwentnie rzucały ją na krótkie odległości ( 6,5 – 7 metrów), z którymi sobie wyraźnie lepiej radziły. Gdyby mecz oglądał bezstronny obserwator, z całą pewnością mógłby stwierdzić, że nasza puenterka w tym spotkaniu, Wioletta Śliż, ustawiała kule znacznie lepiej, niż reprezentantka Hiszpanii. Mimo to udało nam się zdobyć jedynie 2 punkty, nad czym do tej pory ubolewamy. Prawda jednak jest taka, że nie potrafiłyśmy wykorzystać dobrych sytuacji do zdobycia punktów. Kilkakrotnie bowiem przeciwniczki wyrzucały swoich 6 kul na naszą jedną. Pech chciał, że starając się zdobyć kolejne punkty, przypadkowo oddawałyśmy je rywalkom. Sądzę, że dobrze by tu pasowały słowa reprezentantki Słowacji obecnej również w Suphanburi, Jany Lazarovej, wypowiedziane po przegranej Słowaczek w meczu z Włoszkami w Pucharze Narodów o wejście do medalowej czwórki: „Widocznie tak miało być. To jeszcze nie nasz czas”.
Ciekawostką meczu mogą być przyzwyczajenia Hiszpanek do nieoznaczania podnoszonej świnki, rzuconej do gry w nieprawidłowej odległości. Po dwóch zaistniałych sytuacjach poprosiłyśmy o jej znakowanie. Nawyk okazał się być jednak silniejszym od próśb i w kolejnej rozgrywce meczu, jedna z przeciwniczek zdjęła zza linii wytyczającej pole gry naszą kulę, bez uprzedniego jej oznaczenia. Po zwróceniu uwagi, oznaczyła ją (jej ślad pozostał na szczęście na podłożu). Okazało się, że bula ta była istotną w tym rozdaniu, a jej pominięcie przyspieszyłoby zakończenie meczu z mieszkankami Półwyspu Iberyjskiego.

Z Mistrzyniami Świata 2007r – Hiszpankami przed 1/8 finałów
W tym momencie zakończyły się dla nas zmagania i pozostało nam jedynie podpatrywać lepszych i uczyć się. Po pierwszej rundzie play off spotkania zakończyły się następującymi wynikami:
Tunezja vs Izrael – 13:8
Wietnam vs Tajlandia 2 – 13:10
Australia vs Holandia – 6:13
Francja vs Finlandia – 13:01
Hiszpania 2 vs Polska – 13:02
Hiszpania 1 vs Dania – 13:9
Kanada vs Niemcy – 13:9=
Tajlandia 1 vs Chiński Taipei – 13:8
Tego dnia odbyły się również ćwierćfinały Mistrzostw Świata. Poszkodowane zostały na tym etapie Holenderki, które być może przez zły przepływ informacji, spóźniły się na swój pojedynek z Francją prawie godzinę, przez co straciły wiele cennych punktów. Po przegranej 13: 1, szlochały nad straconą szansą nawiązania gry z przeciwniczkami.
Po 1/8 finałów wyniki przedstawiały się następująco:
Tunezja vs Wietnam – 7:13
Francja vs Holandia – 13:01
Hiszpania2 vs Hiszpania 1 – 13:03
Kanada vs Tajlandia 1 – 01:13
Po trudnym dniu drużynowych zmagań odbył się jeszcze półfinał i finał konkursu strzału precyzyjnego. W ¼ walczyły reprezentantki Francji, Tajlandii, Kanady i Wietnamu. W tej rundzie spotkały się:
Angelique Papon (Francja) vs Phantipa Wongchuvej (Tajlandia) – 40:32
Maryse Bergeron(Kanada) vs Iner Rosario (Hiszpania) – 19:35
Późnym wieczorem o złoty medal walczyły Ines Rosario i Angelique Papon. Lepsza strzelczynią okazała się Francuzka, która pokonała rywalkę w dogrywce 41:33.
Sobota była niewątpliwie najdłuższym i najzacieklejszym dniem walki o miejsca na Mistrzostwach Świata w Petanque, jednak najważniejsze pozycje poznaliśmy dopiero następnego dnia. Niedzielnego poranka odbyły się półfinały. Najlepszą czwórką były ekipy Francji, Tajlandii, Hiszpanii i Wietnamu. Jak można było przypuszczać, do finału przeszły zarówno przedstawicielki kontynentu europejskiego, jak i azjatyckiego. Wyniki półfinałów:
Wietnam vs Francja – 02:13
Hiszpania 2 vs Tajlandia 1 – 6:13
W niedzielę, w godzinach porannych odbywały się jeszcze ostatnie pojedynki w walce o Puchar Narodów. Po zaciętych zmaganiach zwycięstwem mogły się cieszyć Włoszki, które od tego momentu były jednymi ze szczęśliwszych zawodniczek oglądających finałowy mecz. Końcowe wyniki Pucharu Narodów przedstawiają się następująco:
I miejsce: Włochy
II miejsce: Singapur
III miejsce: Algieria, Japonia
Mecz finałowy tegorocznych mistrzostw nie był widowiskiem o wysokim poziomie gry. Zawodniczki grały nierówno i nie wykorzystywały sytuacji do zdobycia punktów. Pomimo tego pojedynek był bardzo długi i zacięty. Okazał się być również bardzo trudnym dla Francuzek, które wyraźnie były zdeprymowane nieustannym dopingiem kierowanym w stronę gospodarzy. Na twarzach Europejek można było zauważyć uśmiech, gdy tylko ktoś z trybun krzyknął „ La France!”, czy też „Les Blues”. Pierwsze rozdanie finałowego meczu ( 5 punktów dla Francuzek), zdawało się wskazywać na ich zdecydowaną przewagę. Jednak kolejne rozdania rozstrzygały na swoją korzyść Tajki, które ciułały pojedyncze punkty do wyrównania, a następnie przewagi. Azjatki swoją grą, przy nie najlepszej francuskiej puencie, zmusiły swoje przeciwniczki do zmiany zawodniczki. Spotkanie wygrała drużyna tajska wynikiem 13:10. Szczęście kibiców i zwyciężczyń było ogromne. Można powiedzieć, że od okrzyków radości drżało całe Suphanburi.

Medalistki Mistrzostw Świata: Tajki, Francuzki, Hiszpanki i Wietnamki
Po przepięknej ceremonii dekoracji drużyn, radosnych śpiewach i tańcach, zawodniczki udały się do hotelu, by odpocząć przed czekającą je wieczorną galą, będącą końcowym akcentem mistrzostw w Tajlandii. Bardzo cieszy mnie fakt, że pomimo pierwszej reakcji (olbrzymie rozczarowanie, niedowierzanie), po zakończonym finale, przegrana Francuzek nie wpłynęła na nie bardzo dołująco. Potrafiły zapomnieć o tym, co im nie wyszło i dobrze się bawić razem z innymi. Tego typu zakończenie imprezy, to dobry sposób zarówno na zadzierzgnięcie miłych relacji między zawodniczkami z różnych części świata, jak i na zaprzestanie sporów, np. między trenerami i sędziami, a taka potrzeba zaistniała pomiędzy trenerem Angelique Papon, a sędzią punktowym konkursu strzału precyzyjnego. Zabawa była przednia ( z elegancką kolacją, tajskim menu, pięknym występem, a na koniec wesołymi pląsami w rytmach rodzimej muzyki oraz tej bliższej naszym europejskim uszom).Wzajemne relacje niedawnych jeszcze rywalek z placu gry były ciepłe i przyjacielskie, jak przystało na zakończenie tak pięknej imprezy, jaką są mistrzostwa świata.
Turniej okazał się pierwszym poważnym wyzwaniem dla naszej drużyny. Trzy wygrane i dwa przegrane mecze w fazie eliminacyjnej ( po pięciu rundach sklasyfikowano polska ekipę na 14 miejscu) oraz przegrane spotkanie z mistrzyniami świata w grupie najlepszej szesnastki, to nasz dorobek z Mistrzostw Świata w Suphanburi. To, czy ktoś oceni go jako wygrany, czy też przegrany, zależy od niego. My z kolei po uzyskaniu cennych doświadczeń, możemy zacząć ciężko pracować, aby kolejny nasz występ był lepszy. Jesteśmy jednak bardzo szczęśliwe, że mogłyśmy reprezentować Polskę na tego typu imprezie i uczynić kolejny krok w osiągnięciach polskiego petanque.
Prezentacja – pobierz