
Do Mistrzostw Polski Kobiet w Gibach pozostało dokładnie 100 dni. Z tej okazji organizator zawodów Białostocki Klub Petanque zapezentował oficjalne logo mistrzostw oraz uruchomił serwis poświecony zawodom na swojej stronie internetowej: http://petanque.bialystok.pl/page14.php Autorem logo jest Radosław Mogilewski zwycięzca m.in. najpoważniejszego konkursu dla grafików w Polsce „Grand Front” w 2011 roku.
Jak Andrzej w kule zaczął grać, czyli historia licencji nr 769
– Kiedy pierwszy raz dotknąłem kuli, pomyślałem sobie, że chciałbym zobaczyć łożysko, z którego została wymontowana – z rozbawieniem wspomina swój pierwszy kontakt z petanque Andrzej Mosiewicz z Gib. To właśnie na jego bulodromach odbędą się w tym roku Mistrzostwa Polski Kobiet.
Przygoda Andrzeja z petanque zaczęła się 20 lat temu. Jak wielu Polaków w pogoni za chlebem wyjechał na Zachód. To był 1987 r. W Niemczech po kilka miesięcy w roku pracował przy wykańczaniu domów. Zdolnego stolarza przygarnął Hamburg, a właściwie kobieta, wykładowca psychologii na miejscowym uniwersytecie.
– W między czasie posypały się sprawy rodzinne. Długo trwało zanim się podniosłem. Pomogła mi Zuzanna. I to ona mnie zaraziła petanque.Tam wielu ludzi spędzało w ten sposób każdą wolną chwilę – opowiada Andrzej.
Andrzej swoje pierwsze kule dostał w prezencie i zaczął grać najpierw towarzysko, później w turniejach, w których z czasem zaczął zajmować czołowe miejsca. Na kilka lat wpisał się w krajobraz hamburskiej petanque w parze z Zuzanną.
– Takie zawody odbywały się tam dwa razy w tygodniu. Nie grano dla pucharów, dlatego były one przechodnie. Za to mam kolekcję dyplomów – tłumaczy brak niemieckich „dzbanków” na swoich półkach z trofeami.
Praca rzucała Andrzeja po całej Europie: Szwajcaria, Włochy, Irlandia…
– Mogłem zapomnieć skarpetek, szczoteczki do zębów, ale nie kul. Cały czas miałem je przy sobie. A tam zawsze ktoś umiał i chciał grać. Grałem więc, w każdej wolnej chwili. Pamiętam jak byliśmy na parkingu gdzieś w Dolomitach. Nagle ludzie wyjmują kule z samochodów i grają, zapraszają do kulania – przypomina sobie Andrzej. – Nie trzeba znać języka, by się świetnie bawić. Petanque jest najlepszym międzynarodowym językiem.

Na początku XXI wieku Andrzej postanowił rozpocząć nowy rozdział swojego życia, a zaczął go od budowy domu w rodzinnych Gibach. To miało być gospodarstwo agroturystyczne z placami do petanque. Przez 8 lat właściwie nie grał w bule, ale nie zapomniał o swojej fascynacji.
– Zdarzało się zagrać z bratem czy znajomymi. Wtedy właściwie nikt tu nie wiedział, co to petanque. Dopiero 2009 roku przeczytałem w „Gazecie Współczesnej”, że w Białymstoku ktoś organizuje turniej. I znów się zaczęło. Trzy tygodnie później zorganizowaliśmy w Gibach pierwszy turniej – mówi Andrzej Mosiewicz. – Dziś mamy piękne bulodromy i organizujemy niezapomniane turnieje. Ale tak naprawdę nie miejsce się liczy, ale wspólne spędzanie czasu. A przyjeżdża tu coraz więcej osób, tak samo zakochanych w petanque jak ja. I to jest mój życiowy sukces. A będę grał, póki dam radę podnieść kule!
Andrzej Mosiewicz (licencja nr 769) od 2011 roku należy do Białostockiego Klubu Petanque.
Jarosław Jabłoński