Polska Federacja Petanque – Polski Związek Sportowy
Odwiedź nas:

Polska Federacja Petanque

Odwiedź nas:

Ostatnimi czasy niemieckie turnieje są coraz częściej odwiedzane przez Polaków z klubów przy zachodniej granicy. Nasze kroki kierujemy głównie w stronę Drezna, gdzie panuje wspaniała atmosfera, a zawodnicy są niezwykle otwarci. W tym roku członkowie L’Equipe Petanque Club mieli okazję odwiedzić także Frankfurt i Berlin.

Nasz udział w Mistrzostwach Berlina dubletów nie był przypadkowy. Prezes L’Equipe już na początku roku oświadczył, że jedzie i choćby się paliło i musiał do gry zabrać jakiegoś przedszkolaka, to i tak będzie ciskał kulami nad Sprewą i Hawelą.

Zielona Góra, skąd jechaliśmy, położona jest od stolicy Niemiec w odległości około 200 km. Jest to niewiele więcej niż do Wrocławia i niewiele mniej, niż do, choćby Jedliny. Daje nam to spory margines wyboru.

Dzień zapowiadał się zimny i deszczowy. Jednak na miejscu okazało się, że nie padało ani przez moment. Bulodromy na Kreuzbergu znajdują się tuż przy rzece i momentami zawiewało od niej chłodem. Grało się jednak przyjemnie. Wystartowało 39 ekip. Niewiele, jak na taki turniej, jednak w tym samym czasie odbywały się zawody w innych miastach i na boiska stawili się głównie tubylcy. Z Polski przyjechaliśmy tylko my.

- 20120505_berlin01.jpg

- 20120505_berlin02.jpg

Pierwszy mecz przegraliśmy na własne życzenie. Niestety organizatorzy nie uraczyli zawodników żadnymi tabliczkami do punktacji i rachować trzeba było w głowie. Przy dość wyrównanym meczu nie doliczyliśmy się ani jednego punktu dla drużyny niemieckiej i po ich przypadkowym wybiciu świnki z kulami w dłoni, chcieliśmy rozpoczynać kolejną partię. Tymczasem ucieszeni przeciwnicy fetowali wygraną. Kilka minut zajęło nam wspólne dotarcie do faktycznego stanu punktowego, który jednak był na niekorzystny dla nas.

Kolejny mecz to dość szybka wygrana z drużyną, która ostatecznie zakończyła przygodę wygrywając turniej B.

- 20120505_berlin03.jpg

Do baraży przystąpiliśmy mocno skoncentrowani, ponieważ o wyjście z grupy walczyliśmy z drużyną, która wygrała z nami na początku. Nauczeni doświadczeniem punkty zapisywaliśmy na piasku w rogu boiska. O tym spotkaniu można by książki pisać. Dość powiedzieć, że trwał dwie i pół godziny, ale zakończył się naszą wygraną  13:8.

- 20120505_berlin04.jpg

Przystępując do kolejnego, czwartego meczu, na zegarkach mieliśmy godzinę szesnastą. Szybka, pewna wygrana dała awans do ćwierćfinału. Tu trafiliśmy na drużynę, która zanotowała nad nami zwycięstwo w listopadzie ubiegłego roku rónież na berlińskim turnieju lecz w innej części miasta. Liczyliśmy więc na odwet. Przeciwnicy wyraźnie nas zlekceważyli i choć momentami był to mecz samych pomyłek odnieśliśmy zwycięstwo nad Panami Pewnymi Siebie w stosunku punktowym13:6. W trakcie tego meczu zawodnicy innych drużyn z coraz większym zainteresowaniem przyglądali się naszemu spotkaniu. Wydawało się, że tak naprawdę dopiero wtedy nas zauważyli. Nie kibicowali nam, to pewne. Ale czuło się ich sympatię w newralgicznych momentach gdy wykorzystywaliśmy zagrania, które budowały naszą przewagę.

- 20120505_berlin05.jpg

Do półfinałowego spotkania weszliśmy z przeświadczeniem, że ten turniej można wygrać. Niestety kilka błędnych decyzji i nieudanych strzałów pozwoliło naszym przeciwnikom zyskać na tyle sporą przewagę punktową, że choć walczyliśmy ostro, nie oddali już zwycięstwa. Wielka szkoda, bo publika (z niewielkimi wyjątkami) kibicowała wyraźnie nam. Zdarzyło się jednak niesportowe zachowanie pewnego pana, który bardzo brzydko się zachował stojąc niedaleko koła i w momencie moich rzutów wyraźnie na złość głośno, hmmm… kichał. Zostaliśmy za to jednak przeproszeni i widać było, że nawet naszym przeciwnikom zrobiło się mocno wstyd.

- 20120505_berlin06.jpg

- 20120505_berlin07.jpg

Meczu o trzecie miejsce nie przewidziano. Wraz z przegraną drużyną drugiego półfinału zostaliśmy udekorowani, obdarowani kopertą i wyściskani przez chyba wszystkich zawodników, którzy pozostali na placu.

Turniej wygrała drużyna z reprezentantem kraju w składzie. Zasłużenie.

Podsumowując, można powiedzieć jedno. To niewiarygodna frajda przyjechać zupełnie niezauważonym, przystępować do spotkań nie jako faworyt i pokonywać kolejne szczeble drabinki, odsyłając do domu kolejnych pewniaków. Zyskaliśmy sympatię czołowych berlińskich drużyn i jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenie.

Polecam wszystkim – jeździjcie na zagraniczne turnieje. Mała odmiana jest zawsze korzystna.

 

Mateusz Staudt

Piotr Koland

L’Equipe Petanque Club B.O.