Polska Federacja Petanque – Polski Związek Sportowy
Odwiedź nas:

Polska Federacja Petanque

Odwiedź nas:

Stukot, warkot i cisza
Niektórym ludziom wydaje się, że są w stanie podołać wszystkiemu, że nie istnieją żadne granice. Czasem też tak myślę. Jednak zbliżające się wielkimi krokami Mistrzostwa siały we mnie jakiś wewnętrzny niepokój. Zastanawiałam się, jak to będzie i czy fakt, że jadę, to nie jakiś przypadek. Noc przed wyjazdem jest dla mnie wspomnieniem nerwów i krótkiego, acz kojącego snu. Nie wiem jak czuły się dziewczyny, ale pewne jest to, że w jakimś momencie każda miała ściśnięty żołądek. Wyjechałyśmy z dobrym nastawieniem: „Bo ja zawsze jadę po pierwsze miejsce!” – podkreślała pani Mariola Wróbel. Ale jeśli człowiek bardzo się wysilił, to potrafił przywołać wszelkie możliwe lęki, chcąc się wycofać. Jednak w miarę trwania podróży, a w szczególności w momencie dotarcia na miejsce, nastała cisza. Wiedziałyśmy, że będzie dobrze.

Relaks, zawód, podziw

- 20100819_mek_001.jpg

Lublana to dziwne miasto. Niby stolica, ale miejscami sprawia wrażenie prowincji. Ze względu na małą liczbę mieszkańców (ok. 300 tys.) nazwałabym ją Lublanką:). Punktem centralnym miasta jest oczywiście rzeka Lublanica. Po jej obu brzegach ciągną się równoległe urocze uliczki. Niemal każda kamieniczka oddzielająca jedną od drugiej przywołuje na myśl skarbnicę wiedzy, czy cząstkę historii tego miasta. W ich cieniu znajduje się rój kafejek i restauracji. Nawet najbardziej wybredny krytyk znalazłby tam coś dla siebie. Przyciąga bowiem nie tylko smak, ale i magiczny klimat tego miejsca. Odczuwalny jest tam zarówno tłok i spokój, słychać hałas i ciszę. Proszę mi wierzyć, ale tak swobodnej i spokojnej stolicy, w Europie chyba nie ma. Jeśli na drodze nie było akurat knajpy, to wzrok przykuwały osobliwe wystawy sklepowe… szkło, biżuteria, akcesoria domowe, tudzież miód.

- 20100819_mek_002.jpg

Przechodziłyśmy obok różnych ludzi, jednak byli to głównie biali, wielu starało się wyminąć rowerem spacerowiczów. Co ciekawe, spora część Słowenek to kobiety bardzo ładne, jednak w większości są wysokie i o szerokich biodrach. Jeśli być tam mężczyzną to tylko wyższym i dobrze zbudowanym! Prawdę mówiąc, nim dotarłyśmy do serca starówki byłyśmy zawiedzione ubogą architekturą miasta, brakiem oryginalności i smaku. Dopiero spacer tajemniczymi uliczkami, łączącymi ważniejsze deptaki obudził w nas sympatię do Lublany. Punktem kulminacyjnym naszych ochów i achów był wspaniały ratusz, monumentalna katedra i wreszcie zamek położony na wzgórzu, z którego widać panoramę miasta.

- 20100819_mek_003.jpg

Start, wyścig, meta

- 20100819_mek_004.jpg

- 20100819_mek_005.jpg

Każdy kto gra w kule wie, że to dyscyplina której towarzyszy wiele emocji, a na boisku nie ma jak ich wyładować. Odprężone byłyśmy do samego początku zawodów. Służyło temu między innymi popołudnie integracyjne z zawodniczkami innych nacji, podczas trwającego w ratuszu kongresu delegatów. Również dwie godziny spędzone ze Słowaczkami w pubie, przy anegdotkach Lubosza zrelaksowały nas dogłębnie i pozwoliły krążyć myślom wśród nieco lżejszych tematów niż Mistrzostwa. Następnego dnia prawie punktualnie, o 9 rano, spod hotelu dla zawodników ruszyły dwa, pełne autobusy do hali, znajdującej się w lublańskiej dzielnicy Zalog. Przed lodowiskiem zamienionym na boiska do gry w petanque, przybyłych, witali tancerze w strojach ludowych. Chyba każdy zespół posiada z nimi pamiątkową fotografię. Jedna z owych tancerek częstowała uczestników imprezy chlebem i solą, jak to bywa w polskim oraz, jak się okazuje słoweńskim, zwyczaju.

- 20100819_mek_006.jpg

Po prezentacji ekip organizatorzy uroczyście rozpoczęli V Mistrzostwa Europy Kobiet w Petanque 2010.

Zawodnicy oczekiwali również zobaczyć pokaz sztuki, tym razem typowej dla Słowenii, jednak zostali uraczeni czymś w rodzaju tańca brzucha (?). Sytuację uratowała wspomniana wcześniej grupa, która tanecznym krokiem, przy tradycyjnej przygrywce zaprowadziła wszystkich na miejsce rozlosowania grup. Maszyna ruszyła! Znalazłyśmy się w jednym koszyku z drużynami Monako, Szwecji i Belgii.

- 20100819_mek_007.jpg

Byłyśmy lekko rozczarowane takim rozstawieniem, ponieważ było jednym z najcięższych podczas całego turnieju. Zazdrościłyśmy Czeszkom, które znalazły się w grupie jedynie z Austrią i Węgrami. Mini Centrope Cup! No ale cóż…? Nie ma wyjścia, trzeba grać.

Pierwszy pojedynek miałyśmy stoczyć przeciwko Monako.

- 20100819_mek_008.jpg

Kobiety grające w tamtej drużynie początkowo nie zrobiły na nas dobrego wrażenia. Wyszły bardzo pewne siebie, miały nawet problemy, aby podzielić się z nami boiskiem do rozgrzewki. Zapewne chciały nas przestraszyć. Już tylko pamiątkowe zdjęcie, przywitanie przeciwniczek i zaczynamy mecz. Muszę nieskromnie przyznać, że znaczną część meczu grałyśmy niemal ze 100% skutecznością. Wychodziły nam wszelkie zagrania, co owocowało szybkim przyrostem punktów po polskiej stronie. Choć zapowiadało się na ciężki pojedynek Monakijki grały nierówno i ostatecznie wygrałyśmy w stosunku 13:4. Cały czas miałyśmy jednak wsparcie ze strony naszych krajowych bocianów, które towarzyszyły nam na każdym meczu.

- 20100819_mek_009.jpg

Byłyśmy tak zaaferowane grą, iż nie zwróciłyśmy uwagi na to, kto wygrał sąsiedni mecz. Byłyśmy pewne, że Belgijki, ponieważ to dla nich, na tablicy wyników widniała czteropunktowa przewaga. Jak się później okazało byłyśmy w błędzie. Kolejny mecz przyszło nam grać właśnie z Belgią.

- 20100819_mek_010.jpg

Widać było, że dziewczyny z północy ostrzą na nas zęby. Grały, dobrze, zacięcie i agresywnie. Sytuacja punktowa cały czas była na styku. Ostatnia rozgrywka była dosyć trudna. Nastąpił remis w kulach (2 do 2 ). Belgijki ustawiły prowadzącą kulę. Zdecydowałyśmy, że ją uderzymy. Udało się, wybiłam. Sytuacja się poprawiła, gdyż 2 kolejne kule były nasze. Belgijka znów postawiła punkt. Nie zostało nic innego jak bić. I znów się udało, z tym że nasza kula została w pobliżu koszona. Zakończyłyśmy mecz do 10. Byłyśmy naprawdę szczęśliwe, że udało nam się wygrać 2 mecze, ponieważ Belgia wydawała się krajem, który wciąż mocno odstaje od polskiej petanque. Przed kolejnym i zarazem ostatnim meczem grupowym wiedziałyśmy, że kibicują nam organizatorzy turnieju, gracze postronni, a także… sędziowie. Z powodu długo trwających meczów i tylko krótkich między nimi przerw, nie wiedziałyśmy, że awans do 16 mamy już pewny, więc walczyłyśmy jak lwice ze Szwedkami. Gdyby nie to, być może wszystko potoczyłoby się inaczej. Nie zmienia to jednak faktu uczucia wielkiego szczęścia po kolejnej wygranej, a zarazem niedowierzania z awansu z pierwszego miejsca w grupie zarówno z naszej strony, jak i ze strony niektórych obserwatorów.

- 20100819_mek_011.jpg

Po bojach grupowych pierwszego etapu, znalazłyśmy się w grupie K wraz ze Szwajcarią, Austrią i Hiszpanią. Wiedziałyśmy już, że następnego dnia przyjdzie nam się zmierzyć z reprezentacją kraju słynącego z produkcji zegarków i czekoladowych rozkoszy. Tego dnia należało jeszcze rozprawić się ze strzałem. Pomimo z lekka niemrawego początku, Kasia Śliż nadrobiła zaległości, zdobywając 13 punktów biciem świni, a łącznie 26. Wynik ten uplasował naszą reprezentantkę na 4 finałowym miejscu.

- 20100819_mek_012.jpg

Do eliminacyjnych strzałów ostatniej zawodniczki sądziłyśmy, że dogrywki nie będą dla nas. Jednak kończący rzut na koszonka z odległości 9 metrów zdecydował, że strzelczyni drużyny czeskiej jednym punktem wyprzedziła Kasię, jednocześnie zmuszając ją do gry w repasażach. Tak to niestety bywa. Wynik jednak był zadowalający więc zasnęłyśmy szczęśliwe, szczęśliwe się obudziłyśmy i szczęśliwie wyszłyśmy z pierwszego sobotniego pojedynku.

- 20100819_mek_013.jpg

Szwajcarki były silnymi przeciwniczkami, jednak, jak większość drużyn miały kłopoty z puentą, a także z nerwami. Nieudane rzuty były karcone emocjonalnymi kopnięciami, czy mało przyjaznymi minami. Ostatnie punkty tego meczu zdobyłyśmy na dystansie znacznie dłuższym niż 10 metrów. Okrasiłyśmy go 2 wygrywającymi puentami. Szwajcarki były zdenerwowane i z pewnością życzyły nam porażki z Hiszpankami.

- 20100819_mek_014.jpg

I niestety uległyśmy. Mecz ten sprawił jednak wiele satysfakcji. Był niesamowicie długi, obserwowany przez wielu kibiców i co najważniejsze nieźle wystraszył opalone zawodniczki. Pomimo, że cały czas utrzymywały wysoką przewagę, długo nie mogły się przemóc, by zdobyć 2 kończące mecz punkty. Ostatecznie wygrały pojedynek 13:8, choć w naszych rękach pozostały w jednej z rozgrywek kule, które mogły stanowić remis 11:11 i zmienić całkowicie bieg tego meczu. Po spotkaniu Hortensja Temida, stojąca na czele iberyjskiej federacji, wyraziła uznanie dla naszej gry, mówiąc jednocześnie o swoich obawach, które rosły w niej w miarę trwania meczu.   Ze świadomością, że trzeba wygrać kolejne stracie ze Szwajcarią, zjadłyśmy obiad i odprężyłyśmy się po walecznym przedpołudniu. Kasi przyszło jeszcze strzelać w barażach strzału precyzyjnego. Niestety wynik 12 punktów nie dał awansu do ćwierćfinału.

I znów stanęłyśmy naprzeciw bojowo nastawionym Szwajcarkom, ale w tym pojedynku początkowo szybko upadły na duchu. Widać to było już przy stanie 6:0 dla nas. Zrezygnowane miny i nieudolność na boisku wróżyły szybką przegraną.

- 20100819_mek_015.jpg

Jednak przy wyniku 11:4 i kilku nieudanych próbach skończenia meczu nastąpił zastój w grze po naszej stronie. Nie potrafiłyśmy docisnąć tej pętli na gardłach rywalek, godząc się na systematyczne zdobywanie przez nie punktów. Mecz zamiast trwać niecałą godzinę przedłużył się do niemal 2. Zakończył się dla nas tragicznie, bo w ostatnim rozdaniu nasze przeciwniczki wspięły sie na szczyty i zdobyły aż cztery punkty, co przy ówczesnym wyniku 11:9, dawało im zwycięstwo. Miały w tej sytuacji trochę szczęścia, ale i popisały się dobrą grą. Jako że znowu byłyśmy zmuszone do obrony, rywalki wykorzystały przewagę kul będących jeszcze w ich rękach. Bijąc przeszkadzające im kule wyciągnęły nieco do tyłu świnkę. Przez chwilę stał tam nasz punkt. Jednak bicie przeciwniczek zakończone karem dało im już 3 oczka, a ostatnią kulą dostawiły, stawiając tym samym kropkę nad i. Ogarnęła nas złość, żal, a mnie dodatkowo rozpacz i niedowierzanie. To się nie mogło wydarzyć, to niemożliwe. Dlaczego zawaliłyśmy? Z każdą kolejną łzą wyrzucałam z siebie smutek, a każde słowo pocieszenia przyprawiało mnie o kolejną czarę goryczy. Przychodzi jednak taki moment, niektórym szybciej, niektórym później, że zaczynamy akceptować to, co się stało. Moje koleżanki z drużyny uporały się z tym szybciej, szukając pozytywów. Mi przeszło dopiero w Polsce. Szkoda, że odpadłyśmy na tym etapie.

- 20100819_mek_016.jpg

Zostało nam tylko kibicować pozostałym drużynom. Naszym pogromczyniom zaś przyszło się zmierzyć z drużyną Francji. Pierwsza partia zapowiadała rychłe zwycięstwo trókolorowych (strata 6 punktów). Mecz zakończył się w 5 rozdaniach wynikiem 13:1. Nasze sąsiadki – Czeszki uległy w meczu z Dunkami, Niemki ograły Włoszki, a Hiszpania zmiotła Estonię. Tego wieczoru odbyły się pojedynki ćwierćfinałowe konkursu strzału. Pojedynki wygrały: Francuzka, Hiszpanka, Czeszka oraz reprezentantka Izraela. Półfinały, pomimo sporych różnic punktowych, były emocjonujące. Czeszka – Lucie Venclova zmierzyła się z Żydówką – Siri Sivan, przegrała jednak 21:29. Natomiast zawodniczka francuska – Angelique Papon wynikiem 37:23 pokonała Hiszpankę – Yolandę Mattaranz. Finał strzału należał jednoznacznie do Angelique, która zakończyła swój konkurs prawie dziesięciopunktową przewagą, bo 42:33. Był to bardzo dobry pojedynek, ale jak zwykle Francuzka potrafiła wykrzesać w sobie więcej bojowego nastawienia. Ten długi dla zawodników dzień uwieńczyła dekoracja medalistek „tiru”.

- 20100819_mek_017.jpg

Następnego dnia do gry przyszło przystąpić już tylko czterem zespołom. W półfinałach spotkały się: Francja i Niemcy oraz Dania i Hiszpania. Z pierwszego pojedynku Niemcy wyszły bez punktu, zaś z drugiego, co może niektórych dziwić, zwycięskim krokiem przeszły Dunki (13:11). Finał okazał się niestety mało widowiskowy i Dunki spłynęły z Francją do 5. Trzeba jednak przyznać, że przegrane tego meczu wraz z trenerem postawiły na agresywną grę. Niestety, często płaciły za to stratą kilku punktów. Myślę, że niewielu stawiało na drużynę Danii, jako na potencjalne finalistki. Z kolei Francuzki, poziomem gry, jako jedyne odstawały od reszty. Potrzeba włożyć dużo pracy, aby je doścignąć. Stara się cała Europa, postaramy się i my. I tak miłym, chyba dla wszystkich medalistek, akcentem dekoracji, zakończyły się zmagania na V Mistrzostwach Europy Kobiet w Petanque w Lublanie.

- 20100819_mek_018.jpg

Zabawa, pożegnania i koniec końców
Wieczorem wszystkie zawodniczki miały jeszcze okazję do skosztowania kulinarnych specjałów, radości, zabawy i rozmów z innymi ludźmi. Z przygodami, o których lepiej nie wspominać publicznie, dotarłyśmy na galę odbywającą się w pobliskim Hotelu Lev. Był to z pewnością mile spędzony czas przez wszystkich.

- 20100819_mek_019.jpg

Podczas odbierania nagród odbył się również mały konkurs talentów, który jednoznacznie wygrała Szwedka Tove Naess, popisując się mocnym i czystym brzmieniem głosu, (jak się później okazało jest zawodową piosenkarką).

- 20100819_mek_020.jpg

Rozbawione i roztańczone wróciłyśmy do hotelu, żegnając się na jakiś czas z Lublaną. Być może kiedyś tam jeszcze wrócimy, być może kiedyś tam jeszcze zagramy, ale teraz czas wracać do domu. Jak każdy powrót do rzeczywistości, ten był ciężki, nawet lekko przygnębiający. Jednak w trakcie spokojnej podróży, uspokajającej też myśli, analizując kolejno wrażenia, dotarłyśmy do Polski szybciej, niż się spodziewałyśmy. Dotarłyśmy z energią na kolejne boje petanque.