Polska Federacja Petanque – Polski Związek Sportowy
Odwiedź nas:

Polska Federacja Petanque

Odwiedź nas:

Statystycznie i bardzo krótko można by napisać, że podczas Mistrzostw Świata Juniorów w Tunezji nasza reprezentacja przegrała i wygrała po 4 mecze. Wynik całkiem dobry a zwycięstwo w Pucharze Narodów jest dodatkową symboliczna”wisienką” na smakowitym torcie. Brnąc dalej w statystycznych rozważaniach bez większych problemów można wskazać przyczynę kolejnych 4 porażek, po których nastąpiły kolejne 4 zwycięstwa.

 - 20091004_msj_tunezja_grupa.jpg
Ekipa juniorów wraz z Anią i Januszem Mazurkiewiczami

 - 20091004_msj_tunezja_mateusz.jpg
Mateusz Kondrat w konkurencji strzału precyzyjnego

Każdy gracz, który spędził, choć kilkanaście godzin na”petankowych” potyczkach wie, że na pewnym poziomie- a MŚJ to bez wątpienia tego typu zawody- bez zrównoważonej puenty i strzału meczy wygrywać się nie da. O ile od początku naszych potyczek w Monastyrze puentę mieliśmy na naprawdę niezłym poziomie o tyle ze strzałem były poważne problemy. Garść statystyk z przegranych meczy powie właściwie wszystko o tych spotkaniach.

 - 20091004_msj_tunezja_bulodrom.jpg
Widok na oświetlony bulodrom

Belgia – przegraliśmy 5-13- na 18 strzałów tylko 6 skutecznych
Anglia- przegraliśmy 3-13- na 18 strzałów 5 trafień.
Austria – przegraliśmy 11-13 – na 25 strzałów 9 skutecznych-nasz najlepszy mecz w tej fazie zawodów a i tak statystyka trafień poniżej 40 procent.
Finlandia – 2-13- uwaga, katastrofa – 1 trafienie na 10.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że każda z tych drużyn w tym elemencie gry, – co nie jest żadnym wyczynem- przewyższała nas o kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt procent wyniki nie powinny dziwić.

Pozostaje pytanie, dlaczego tak się stało, bo, że jest to dużo poniżej możliwości Mateusza i Pawła nikogo, kto choć raz obserwował grę naszych juniorów nie muszę przekonywać.

Wiem, bo spędziłem z nimi mnóstwo czasu na bulodromach, że mocno pracowaliby przygotować się do zawodów. Udało mi się przekonać”moje dzieciaki” do ciężkiego treningu, którego tylko niewielkim elementem jest sama gra. Dzięki pomocy kilku osób – tak ze staropolska Jana z Dunajek, Jacka z Warszawy, Łukasza z Żagania, Piotra z Dzierżoniowa oraz dzięki rozmowom z trenerami innych dyscyplin- stworzyłem zaczątki programu szkolenia. Pewnie niedoskonałego i pewnie zrobiłem wiele błędów, ale dziękuję”moim dzieciakom”, że mi uwierzyły i tak mocno pracowały. A co nie zagrało na początku MŚJ? – sprawa wydaje się oczywista – zawiodła psychika..

Czy można było tego uniknąć- pewnie tak – jak ? – tego niestety jeszcze nie wiem.

Warto jednak pamiętać, że mieliśmy jeden z najmłodszych zespołów na mistrzostwach, że to wielka impreza, która wzbudzała w graczach olbrzymie emocje, oczekiwania. W mojej ocenie duże znaczenie miał nieudany start Mateusza w konkursie strzału precyzyjnego. Gdyby Mati trafił pierwsze kule- przestrzelił je minimalnie- może zawody potoczyłyby się inaczej a tak przyszło usztywnienie i chęć pokazania za wszelką cenę, że się potrafi a to niestety nie pomaga. Właściwie cały piątek i sobotę robiliśmy wszystko by pozbyć się tego stresu- rotowałem skład, były rozmowy, spacery – kapitalna robota Ani -, zabawy żarty.

Pozostało czekanie na przełom. Wierzyliśmy, że nadejdzie, bo mimo tych problemów ta drużyna właściwie cały czas chciała walczyć i cały czas była DRUŻYNĄ.

 - 20091004_msj_tunezja_czechy.jpg
Ekipy Polski i Czech

Przełom nastąpił w meczu z Czechami, meczu dramatycznym i pięknym. Gra wyglądała nieco lepiej już od samego początku, ale nie tyle by prowadzić. Mijała 12 rozgrywka i wprawdzie to Czesi prowadzili 12-6 ale my wciąż walczyliśmy. Po kilku puentach Mateusz znów wszedł do koła by strzelać i trafił, kolejną trafił na”carou” i poszło. W końcu gramy swoja”petankę” – agresywną, radosną.

Mateusz już się nie pomylił a my w trzech rozdaniach odrobiliśmy straty i zakończyliśmy mecz z trzema kulami na ręku. Rozpędzona i naładowana wygraną drużyna bez respektu rusza do kolejnego meczu. Duńczycy zaczynają i próbują grać z nami na swoich dystansach- 7-8 metr-, ale to są także nasze odległości.
Po 4 rozgrywkach prowadzimy 8-0. Pierwszy punkt rywale zdobywają trochę szczęśliwie- kula po wybiciu przez Matiego zahacza o świnkę i przeciąga ją do kul rywali. Duńczycy natychmiast robią zmianę i wydłużają dystans do 10 metrów. Mimo, że cały czas gramy nie źle, skuteczność jednak spada i rywale mozolnie odrabiają straty. Jest 8-6 i świnka zamiast na 10 metrze tym razem ląduje bliżej.
Błąd wykorzystujemy, zdobywamy kolejne punkty- jest 12-7 i mamy nawet dwie kule meczowe, niestety puenty są nieskuteczne – i tym razem to my popełniamy błąd- 3 nieprawidłowe wyrzuty celu- i świnka wyrzucona przez Duńczyka znów ląduje na 10 metrze. Rywale ciułają punkty- 8, 9- a w tym czasie Maciek, który nie grał w tym meczu trenuje na bocznym boisku puentę na 10 metrze. Robimy zmianę i przy drugiej rozgrywce Maciek ustawia ładną kule – 25 centymetrów dokładnie na linii ze świnką.
Rywale próbują ustawić lepszą, za drugim razem się udaję, ale Mateusz trafia. Kolejna lepsza kula to ostania kula rywali, a że nie jest doskonała -bo za świnka jakieś 20 cm- to decydujemy się ustawiać. 13 punkt dorzuca Paweł i cieszymy się z awansu do półfinału.

Z Finami postanowiliśmy zagrać agresywnie. Wykorzystałem obserwacje z pierwszego sromotnie przegranego meczu, w którym nasi rywale lepiej strzelali niż ustawiali. To była naprawdę kapitalna”petanka” na dobrym poziomie. Rywale także zagrali doskonale i – przynajmniej na początku- okazało się, że puentować także potrafią. Bijemy nawet pięcioma kulami, ale przeciwnicy nie dają się złamać i prowadzą 6-2. Mimo tego cały czas gramy agresywnie i w końcu 5 rozgrywkę wygrywamy za 4 punkty.
W kolejnej rywale po kolejnych perfekcyjnych dostawkach zdobywają 3 punkty. 7 rozdanie znów należy do nas a rywale zaczynają mylić się coraz częściej i ich kule już tak regularnie nie lądują przy śwince. Znów jest remis. Kolejna rozgrywka mogła być ostatnią, ale jedyny raz w tym meczu trzy razy mylimy się przy strzałach- rywale kul juz nie mają- i wygrywamy tylko za 1 punkt. Nasz skomasowany atak przynosi jednak efekt w kolejnym rozdaniu- trafia Mateusz trafia Pepi – soczysty”karaś”- i jesteśmy w finale Pucharu Narodów.
Dodam tylko, że w tym meczu puentowaliśmy 25 a strzelaliśmy 28 razy- to naprawdę była agresywna” petanka”

Monako było jedynym zespołem, który udało mi się zobaczyć w sobotę, – gdy mieliśmy wolny los – wiedziałem, że grają agresywnie, ale, że młodzi strzelcy także dosyć często się mylą.

Zaczynamy spokojnie przede wszystkim koncentrując się na dobrej puencie. Mecz jest bardzo wyrównany, prowadzimy 3-1, 5-4. Po kolejnym naszym słabszym rozdaniu rywale uciekają na 3 punkty, ale także coraz częściej zaczynają denerwować się na siebie. Monako swój półfinał wygrało 13-0, z nami wyraźnie się męczyli- młodzi chcieli grać agresywniej, ale najstarszy”puenter” woli grę spokojniejszą. To znak, że możemy przystąpić do ataku. Świetną zmianę daje Paweł – 5 strzałów, 4 trafienia w tym dwie klasyczne”podmianki” -i kończymy mecz w 4 rozdaniach- 9-8, 10-8, 12-8 i13 punkt zdobywamy mając jeszcze dwie kule.

A potem olbrzymia radość, gratulacje i jeszcze więcej radości. W niedzielę nasza skuteczność na strzale skoczyła o 30, 40 procent. Skoczyła a właściwie wróciła do normalnego poziomu, na którym ten zespół potrafi grać.

 - 20091004_msj_tunezja_medalisci.jpg
Medale i puchar za sukces w Pucharze Narodów

Muszę napisać jeszcze o jednej bardzo istotnej rzeczy. Kto wie może nawet ważniejszej niż sam wynik? Patrzenie na to jak nasi juniorzy funkcjonują na boisku to olbrzymia przyjemność.
Tym większa, że to rzecz, nad którą szczególnie dużo pracowaliśmy. Spokojnie czekali na rzuty rywali, rozmawiali ze sobą, podpowiadali sobie i wspierali się bez względu na wynik, słuchali uważnie, co do nich mówiliśmy, skoncentrowani i spokojni. Byliśmy DRUŻYNĄ w pełni tego słowa znaczeniu, co zostało zauważone i było podkreślane przez wielu niezależnych obserwatorów.
Bardzo gratulował mi sędzia ze Szwecji, który obserwował nasze 3 mecze. Chwalił właśnie za stworzenie prawdziwego”teamu” za świetną komunikację i oczywiście, za jakość gry.
Wiem, bo pięknie napisał o tym BB (na stronie la petarde), że nie była to jedyna taka opinia. Polecam to szczególnie uwadze tych wszystkich graczy, którzy wciąż uważają, że denerwowanie przeciwnika poprzez dogadywanie mu lub niewybredne komentarze to tylko element taktyki, który ma zwiększyć szanse na zwycięstwo. Czy aby na pewno cel zawsze uświęca środki?

Jeszcze raz chciałbym, tym razem publicznie podziękować”moim dzieciakom” i na koniec zdradzić wam trochę”tajemnic” tej drużyny:

Maciej Hańczuk – to jej dobry nastrój, uśmiech, wiara do końca i walka do końca.
Paweł Pieprzyk – to energia, siła, zachłanność gry
Mateusz Kondrat – to precyzja, konsekwencja, skuteczność -oddech zespołu 

no i -niestety kończy już wiek juniora –

Marta Mazurkiewicz – to serce tej drużyny, wrażliwość i spokój

Gdyby nie Marta, chyba nie dałbym rady z hormonalną i osobowościową bombą, którą tworzy”męska” część zespołu. Martuniu bardzo Ci dziękuję, trudno będzie zastąpić Cię w tej ekipie.

Oczywiście nasz team to także

Ania Mazurkiewicz – troskliwa i opiekuńcza, choć gdy trzeba stanowcza

Janusz Mazurkiewicz – po prostu prezes i w tym mieści się wszystko, co najlepszego można powiedzieć o organizacji, pomocy i strategicznych decyzjach. Napiszę krótko i metaforycznie – bez Janusza nawet byśmy do Tunezji nie dolecieli.

Pozdrawiam wszystkich, którzy byli na tyle wytrwali by to wszystko przeczytać.