Polska Federacja Petanque – Polski Związek Sportowy
Odwiedź nas:

Polska Federacja Petanque

Odwiedź nas:

Wyjątkowo zmagania zawodników na MPS w Żywcu, aurę oraz organizację turnieju relacjonowac będzie osoba prawie obiektywna, nie będąca odpowiedzialną za przebieg turnieju, a tym bardziej za pogodę.

Rozpoczęcie finałów poprzedziły standardowe starania organizatorów o jak największy komfort uczestników, podczas najważniejszych petankowych zmagań. Każdy, kto wziął kiedyś na swoje barki ciężar organizacji, z równoczesnym, czynnym uczestnictwem, wie i jest w stanie zrozumieć uczucia, stan psychiczny i fizyczny członków Żywieckiego Klubu Boules. Ja niestety nie. Z góry należy wypowiedzieć dla nich słowa uznania, a także dla Grzegorza Kurowskiego, który podjął się trudu sędziowania oraz nadzoru nad porządkiem rozgrywek. Trzeba przyznać, iż robił to z poświęceniem i sumiennością. Chciał spełnić jak najlepiej swoje obowiązki. Pilnował wszystkiego, począwszy od zakazu palenia na boiskach po wystajęce z kółka do „tiru” palce. Dziękujemy, jest to bowiem znak, że w polskiej petanque coraz więcej jest ludzi gotowych na poświęcenia, w celu uczynienia naszej federacji bardziej profesjonalną i zorganizowaną. Istnieje szansa, że za kilka lat finały rozgrywać będziemy w klimatyzowanej hali sportowej, a sędzia będzie otrzymywał honorarium za swoją pracę. Potrzeba do tego jedynie naszych rąk, naszej pracy i naszych starań, aby to uczynić.

W sobotni poranek na Dębinie zawodników powitała słoneczna, wręcz upalna pogoda. Większość drużyn powołała po 2 strzelców, którzy zmagali się z różnymi ustawieniami kul podczas eliminacji strzału precyzyjnego. Wyniki były zaskakujące. Najlepsze zyskali Jędrzej Śliż (34 pkt.), a także Ryszard Kowalski (33pkt.), Paweł Pieprzyk (31 pkt.) – jeden z najmłodszych zawodników turnieju oraz Robert Hojnacki (29 pkt.). Ta czwórka najlepszych otrzymała automatyczny awans do fazy play-off. Pozostali gracze, których wyniki uplasowały na 16 kolejnych miejscach, mieli powtórzyć strzały w rundzie barażowej. Ku zaskoczeniu wielu, do fazy tej nie przeszli zawodnicy tacy, jak Dominik Pilarski, Mateusz Moc, czy Piotr Błasiak. W ogóle trzeba przyznać, iż forma strzelecka nie dopisywała większości zawodnikom przez 2 dni turnieju.

Po tej krótkiej rozgrzewce prezes Żywieckiego Klubu Boules dokonał inauguracyjnego otwarcia zawodów z odegranym hymnem państwowym. I tak w rytmie Mazurka Dąbrowskiego drużyny powędrowały na wylosowane wcześniej boiska, aby rozegrać mecze fazy grupowej. Te pierwsze dwa etapy były niezwykle ważne, ponieważ czterem drużynom gwarantowały awans do ćwierćfinałów. Bez szwanku z I fazy grupowej wyszły następujące druzyny: „Karambol”, „Leszcze”, „Octopus” oraz „Irma i my”. Dwie najlepsze drużyny z każdej grupy utworzyły kolejne dwie – zwycięskie grupy. Tam toczyły się zmagania o I, bądź II miejsce, które dawało awans do pierwszej czwórki po fazie eliminacyjnej. II faza eliminacyjna wyłoniła już pierwszych ćwierćfinalistów, czyli: „Leszcze”, „Irma i my”, „Octopus” oraz „Petanque Art”.

Tego dnia gra była wyjątkowo ciężka. Pogoda tak bardzo przypominała, że wciąż jest lato, iż ludzie kąpali się we własnym pocie. Odczuwalna temperatura wynosiła jakieś 40 stopni, stąd też wielu zrezygnowało z obowiązkowych długich spodni, na rzecz przewiewnych szortów. Inni szukali ratunku nad rzeką, a jeszcze inni chwili wytchnienia w cieniu, który jak na złość gdzieś się przez dłuższy czas ukrywał. Najdłużej grali ci niestali formą zawodnicy, którym „szło” ze zmiennym szczęściem. Dopiero pod wieczór było wiadomo, kto ma jeszcze szanse walczyć w niedzielę o ćwierćfinał. 16 zawodników zasypiało śniąc o celnych strzałach, jakie będą ich udziałem w barażach następnego dnia. Najlepiej poradzili sobie z tym Andrzej Śliż (31 pkt.), Mateusz Krawczyk (również 31 pkt.), Przemysław Broniek (27 pkt.) oraz Radosław Banaszkiewicz (25 pkt.). Natomiast w turnieju głównym do jednej grupy barażowej MPS trafiły: „Moja z dziećmi”, „Synergy”, „Stvorki” i „Pod nazwą”. Zwycięsko wyszły z niej „Moja z dziećmi” oraz „Pod nazwą”. Drugą grupę barażową utworzyły zespoły na tyle równe poziomem gry, że trudno było zgadnąć, komu uda się wywalczyć ćwierćfinał, a były to „C.R. Public”, „Młode koty”, „Karambol” i „Eksplozja”. Ostatecznie zwycięzcami okazały się „Młode koty”, które pokazały wcześniej pazur „Eksplozji” – ta wyszła z grupy na II pozycji.

Nie można nie wspomnieć o problemie, który rzutował na przebieg całych zawodów i opóźnił je o przeszło 3 godziny. Od samego niedzielnego poranka niebo nad Żywcem było zaciągnięte szaroburymi prześcieradłami. Nie widać było słońca, a temperatura znacznie spadła w porównaniu do dnia poprzedniego. Już w trakcie baraży strzału precyzyjnego zaczynał siąpić deszczyk. Jednak to, co wydarzyło się jakieś 2 godziny później przejdzie do historii polskiego petanque na wiele lat. Z nieba lunął rzęsisty deszcz, któremu towarzyszyły zbliżające się do Dębiny pioruny. Co chwilę słyszeliśmy coraz to potężniejsze grzmoty i obserwowaliśmy niebezpieczne wyładowania. Sędzia główny turnieju wraz z organizatorami postanowił przerwać trwający pojedynek grupy barażowej, z zamiarem wznowienia go za pół godziny. Kaprys pogody nie pozwolił na to i pauza przedłużyła się o kolejną godzinę. Stłoczeni w jednym szałasie i namiocie gastronomicznym ludzie gawędzili spokojnie wyczekując końca ulewy. Deszcz padał i padał, więc nic dziwnego, że zawodnicy po pewnym, czasie rozbiegli się do samochodów i restauracji hotelowej campingu „Dębina”. Były momenty, gdy wszyscy myśleli, że strumienie opadającej wody stały się rzadsze i w końcu ustąpią. Co odważniejsi wychodzili wówczas na boiska, by odgarnąć z nich choć trochę wody. Okazało się to jednak syzyfową pracą, bo chmury znalazły jeszcze jakieś rezerwy i postanowiły spłatać kolejnego psikusa niestrudzonym bularzom. Pojedynek barażowy wznowiono, ku przerażeniu wszystkich, dopiero koło godziny 15. Wyłonił on wreszcie 8 najlepszych drużyn. Rozpoczęła się najpoważniejsza faza Finału Mistrzostw Polski Seniorów. Na boiskach spotkały się; „Petanque Art” vs „Pod nazwą” – 13:9, „Irma i my” vs „Młode koty” – 3:13, „Octopus” vs „Eksplozja” – 13:11 i „Leszcze” vs „Moja z dziećmi” – 13:0. Pierwszy ćwierćfinałowy pojedynek okazał się dosyć dramatyczny, ponieważ „Pod nazwą” zostając cały czas mocno w tyle za Łodziakami konsekwentnie zaczęła robić punkty, by wreszcie wyrównać wynik na stan 9:9. Po tej gonitwie nastąpił jednak kryzys i „Petanque Art” czteroma oczkami zakończyło mecz. Natomiast „Irma i my” wystąpiła przeciwko swoim dzieciom i kolegom z klubu. Te niepozorne kociaki dały jednak lanie starszym, nie zważając na szacunek dla rodziców – i dobrze – w kulach tak trzeba! Fakt, iż „Eksplozja” uległa „Octopusowi” można wytłumaczyć tym, że zawodnicy z Radwanic byli zbyt podekscytowani ich wielkim sukcesem czyli, wyczekanym długo wejściem do fazy play-off. Uświadomił nas o tym wszystkim Lipton, który po rundzie barażowej wykrzyknął całej Dębinie: „Wreszcie! Po tylu latach gry jesteśmy w play-offach!”. To chyba tłumaczy już wiele. Leszcze zaś przez swój pojedynek przeszli suchą nogą, pomimo licznych kałuż na boisku, gdyż „Moja z dziećmi” nie stawiła niemal oporu.

W końcu rozpoczęły się ćwierćfinały i półfinały konkursu strzału precyzyjnego. Najbardziej cierpliwym i wytrwałym, i chyba najbardziej cieszącym się z tego faktu, okazał się pan Rysiu Kowalski, który czekał jedynie na swój pojedynek, ponieważ jego drużyna odpadła z turnieju już dnia poprzedniego. Przeciwko sobie strzelali: Paweł Pieprzyk i Mateusz Krawczyk, tutaj lepszym okazał się Paweł zdobywając 23 punkty do 12 Mateusza, Andrzej Śliż i Robert Hojnacki – w tym boju reprezentant „Leszczy” ulgł 30:41, a trzeba zaznaczyć, że Robert ustrzelił aż 18 punktów na samej śwince, odbierając przeciwnikowi jakiekolwiek szanse na wygraną,.Następnie zmierzyli się Jędrzej Śliż i Radosław Banaszkiewicz – ten pojedynek rozstrzygnął dopiero ostatni strzał w świnkę, zwyciężył Jędrzej (24:23). Ostatni pojedynek toczył się pomiędzy Ryszardem Kowalskim, a Przemysławem Brońkiem, z końcowym wynikiem 18:12 dla Dzierżoniowianina. Tuż po skończonym pojedynku rozpoczęły się półfinały, tu spotkali się Jędrek i Robert (40:38) – bardzo ładny pojedynek, Ryszard Kowalski i Paweł Pieprzyk (18:28).

Teraz zwycięskim strzelcom przyszło powrócić na boiska, by stoczyć walkę o finał. Obydwa mecze, czyli „Octopus” vs „Leszcze” i „Petanque Art” vs „Młode koty” były emocjonujące. Jednak ten drugi dostarczył, porównując, mniejszą ich porcję. Po znacznym prowadzeniu gospodarzy (7:0) nastąpił przełom w grze drużyny z Dzierżoniowa. Chłopcy systematycznie zdobywali kolejne punkty, by wreszcie przeskoczyć „Leszczy”. Ci ostatni zdobyli w międzyczasie jeszcze 2 punkty. Mecz trwał już wyjątkowo długo. Octopus miał szansę zakończyć pojedynek, jednak nieudana puenta Pawła Pulaka zadecydowała o tym, iż zdobyli tylko 12 punktów. Od tego momentu „Leszcze” ze zdwojoną koncentracją wyrzucały każdą kulę. Nastąpiła kolejna sytuacja, by skończyć mecz, tym razem po stronie „Leszczy”… i znów brakło jednej kuli. Po 12. Ostatni rzut koszonem okazał się szczęśliwszy dla Żywczan, którzy z przewagą kul ustawili ostatni, 13 punkt. Z jednej strony olbrzymia radość, z drugiej rozczarowanie, ale taki właśnie jest sport. Należy wspomnieć, że mecz trwał 3 godziny! Drugi półfinał skończył się szybciej. „Młode koty”, które przegrywały początkowo spotkanie dosyć wysoko, zaczęły powoli odzyskiwać stracone punkty. Dzielnie stawiały opór łódzkiej drużynie i walczyły z własnymi słabościami. Udało im się uzyskać 7 punktów, ale ostatecznie zwycięzcą tego półfinału zostało „Petanque Art”. Jestem pełna podziwu dla naszej juniorskiej kadry z racji tak dobrze rozegranego turnieju. I choć wiem, że nie byli w swojej szczytowej formie, osiągnęli bardzo duży sukces zdobywając brąz. Ktoś bowiem mówił mi kiedyś, że sztuką jest nie grać dobrze, ale mimo wszystko wygrywać.

Po rundzie nastąpiła krótka przerwa na wytchnienie i rozegrano finał konkursu strzału precyzyjnego. Było widać zmęczenie u zawodników, których na nogach trzymała już chyba tylko adrenalina. Ostatecznie to Jędrzej Śliż ustrzelił złoto zdobywając 28 punktów w stosunku do 18 punktów młodszego kolegi. Całe szczęście, że chmury ogłosiły zawieszenie broni i do końca turnieju już nikogo nie zmoczyły. Finał również został rozegrany „na sucho”, a jedynie przy sztucznym świetle. Niestety nie okazał się zbyt widowiskowy. „Petanque Art” szybko uległo „Leszczom” nie zdobywając żadnego punktu. Tak więc, jeszcze Leszcze! Czwarty raz z rzędu Mistrzostwo Polski Seniorów, i pierwsze podwójne mistrzostwo Jędrzeja. Szczerze gratulujemy zarówno złotym, jak i srebrnym i brązowym!

Północ prawie wybiła, jednak dopiero teraz można oficjalnie zakończyć turniej i wręczyć nagrody. To skromne wydarzenie odbyło się w nieco okrojonym składzie, ponieważ daleka droga zmusiła poległych wcześniej do rychłego wyjazdu.

Wiemy już, że wszyscy musimy trenować, ale „Leszcze” najbardziej, by godnie reprezentować kraj i wywalczyć dla Polski możliwość uczestnistwa w Mistrzostwach Świata, które odbędą się za dwie wiosenki.

W imieniu uczestników pragnę jeszcze raz podziękować organizatorom i sędziemu za trud włożony w przeprowadzenie turnieju oraz czuwanie nad naszym bezpieczeństwem, szczególnie podczas burzy.

PS. Fotografie z Mistrzostw opublikujemy wkrotce