Ósmy festiwal za nami. W dniach 24 – 27 lipca 2008 roku zjawili się na Międzynarodwym Festiwalu Gry w Boules w Żywcu gracze z Polski oraz zagraniczni entuzjaści tej gry ze Słowacji, Anglii, Czech, Niemiec, Ukrainy, Rosji, Szwecji i Francji. Z racji ubiegłorocznej dużej frekwencji i w wyniku szacunków organizatorów dzięki prowadzonej od dwóch tygodni rejestracji elektronicznej, oczekiwano co najmniej równie dużo uczestników.

Sekretariat zawodów

Otwarcie zawodów
Tak też się stało. Wielojęzyczny, barwny tłum grających, a także towarzyszących im osób, wypełnił okolice boisk położonych na Campingu Dębina w Żywcu. Wraz ze zbliżającym się terminem organizatorzy z trwogą wsłuchiwali się w prognozy pogody, które – co prawda, zapowiadały na kulkowy weekend piękną, letnią pogodę, ale meteorologia nauką kapryśną bywa, a z nieba jeszcze w przedturniejowy czwartek waliły strugi deszczu. Jednak z godziną 18.00, kiedy to w owym dniu zaczął się Turniej Przyjaźni o „Owocowe Puchary” i bacowe dzwonki, zapas opadów wyczerpał się i tylko bardzo mokre podłoże „mlaskające” pod stopami świadczyło o ich niedawnej intensywności.
Spora ilość graczy pozwoliła na rozegranie mieszanego dwudziestodwudrużynowego turnieju ( dwuosobowe składy – jeden gracz z Polski i jeden z zagranicy ). Winogronowy puchar i pierwsze miejsce zajął Zbigniew Hennig ze swoim niemieckim partnerem Alfredem Eckl, „czereśniowe” drugie miejsce przypadło polsko-angielskiemu teamowi Szymon Kubiesa / Lee Weathall, a trzecie Annie Łukaszek wespół z Jurgenem Durstem z Niemiec. Był to zaledwie przedsmak kolejnych turniejowych dni, choć zakończony na wesoło konsumowaniem zawartości pucharów i ciepłymi tonami wygranych dzwonków.
Piątek to tradycyjnie już od paru lat dzień Pucharu Narodów. W szranki stanęły drużyny z Anglii, Niemiec, Słowacji, Czech, Ukrainy, Rosji oraz dwie polskie drużyny w mieszanych składach. Na każdy mecz między narodowymi teamami składały się trzy pojedynki toczące się równolegle: triplet, dublet oraz singiel.
Osiem zespołów walczyło w podziale na dwie grupy w meczach każdy z każdym. Następnie z grupy awansowały po dwa składy i w play offach wyłoniły tych, którzy dzierżyć będą Puchar Narodów w 2008 roku. W poprzednim roku to Anglicy władali przechodnim trofeum i przywieźli je ze sobą, aby – jak się okazało – przekazać tegorocznemu zwycięzcy: polskiej drużynie o dzierżoniowsko-radwanickim składzie. Nagrodą dla zwycięzców był czekoladowy tort, który zapewne ze smakiem skonsumowali. Piątkowy wieczór zakończyła pyszna rybna zakąska, znane naszym gościom od wielu lat śledzie po góralsku.

Drużyna Łoscypki (W. Śliż, K.Śliż, J.Kastelik)


TOMAJA (od lewej stoją: M.Markiewicz, J.Cybulak, T.Lipczyński) – zwycięzcy sobotnich tripletów
W sobotę od rana przed biurem zawodów ustawiła się spora kolejka. W rezultacie po zamknięciu listy startowej w turnieju tripletów uczestniczyło 87 drużyn. Niebo niemal przez cały dzień było „zawiesiste”, ale na szczęście dla wszystkich, przerwa na dość rzęsisty deszcz z burzą, zabrała uczestnikom jedynie około pół godziny, dając w zamian bardziej rześkie powietrze w dalszej części dnia. Kilkujęzyczna gromada grających w ciągu pięciu sobotnich rund eliminacyjnych systemem szwajcarskim wyłoniła spośród siebie 32 teamy, które stanęły do walki w play offach. Wśród nich dominowały polskie drużyny.
Na podium stanęły właśnie trzy polskie: łódzka TOMAJA w składzie Mateusz Markiewicz, Jarosław Cybulak oraz Tomasz Lipczyński. Srebro wywalczyła rodzima drużyna Żywieckiego Klubu Boules STVORKI w sile: Monika Moc, Mateusz Moc i Marcin Sternicki ( największa chyba niespodzianka turnieju !, choć nie do końca dla tych, którzy obserwowali poczynania tej młodzieży w bieżącym sezonie). W doborowej stawce trzech najlepszych zameldował się także żywiecki „ŁOSCYPEK FEST”, a zarazem kadra Polski na tegoroczne mistrzostwa świata w Senegalu: Andrzej Śliż, Jędrzej Śliż, Szymon Kubiesa, pokonując w małym finale łódzko-żywiecki skład PIMPKÓW w osobach: Radosław Banaszkiewicz, Łukasz Kudła, Marcin Rutkowski i Monika Rutkowska.
W niedzielny, bardzo słoneczny poranek, niemiłą niespodziankę sprawił organizatorom program komputerowy, który „odmówił ” wpisania na listę startową turnieju dubletów, drużyn o numerach wyższych, niż 120. Trzeba było błyskawicznie podjąć decyzję (uczynił to Andrzej Śliż), o podziale chętnych do gry na dwie części, aby pozostałych pięć zespołów nie odprawić z kwitkiem. W ten sposób był prowadzony turniej niedzielny przez cztery rundy eliminacyjne. W fazie play off po 32 drużyny z obu grup, które wywalczyły doń awans ponownie połączono w jedno. Trzeba mieć stalowe nerwy, utrzymać dobrą formę przez cały dzień gry, aby zagościć u jego schyłku na podium. Udało się to Andrzejowi Śliż z Szymonem Kubiesą ( ” 2 OSCYPKI”) z ŻKB, po zwycięstwie w finale nad „CIAPKAMI” w składzie liskowsko-żywieckim Edyta Cłapka/ Jędrzej Śliż ( tu należy wspomnieć, że ta drużyna od trzech lat nie spadła ani razu z podium zdobywając dwukrotnie srebro, a w 2007 roku złoto). „KAPUŚCIAKI” to radwanicki zespół Tomasz Lipczyński/ Daniel Lipczyński, który zwyciężył w bratobójczej walce o trzecie miejsce także radwanicki team – „MROCZNE KICIUSIE” – w osobach Dominik Pilarski i Arkadiusz Sosiński.
W niedzielę niewczesnym wcale wieczorem boiska petanque w Żywcu opustoszały, aby odpocząć przed kolejnymi zawodami, które będą miały miejsce już 16 -17 sierpnia br. – Finałem Mistrzostw Polski 2008.

Fragment turnieju – liczba graczy robiła wrażenie

Na zdjęciu reprezentanci Rosji oraz BROEN Karo z Dzierżoniowa
Tyle na temat sportowych zmagań, a w tle, choć równie ważne, odświeżone lub zawiązane nowe kontakty z ludźmi z różnych krajów oraz różnych zakątków Polski. Piękne i mądre słowa wypowiedziane przez lidera grupy Niemców od paru lat – Alfreda Eckla, o tym, jak nasze sportowe coroczne spotkania zbliżają ludzi mieszkających przez miedzę, krok po kroku pozwalając poznać się nawzajem. Spostrzeżenia Ray’a Austina z angielskiego Adur o szybkim wzroście poziomu gry w Polsce, entuzjastyczny okrzyk Słowaka Lubosa Sedivego: „Vivat żywiecki petangowy festival!!” oraz wiele rozmów i sparingowego grania do późnych godzin nocnych, a czasem i do bladego świtu.
Organizatorzy dziękują wszystkim uczestnikom, że zechcieli zajrzeć do Żywca i zagrać z nami w kulki:)