Dzień dla mnie zaczął się bardzo wcześnie; na miejscu w Dzierżoniowie byłem zaraz po siódmej. Chwila oddechu po podróży i pierwsze ustalenia odnośnie turnieju z organizatorami. Tutaj od razu wielkie dzięki dla Zdzisława Cilińdzia za wprowadzenie w temat zawodów. Widać pewną nerwowość, tyle jest jeszcze do zrobienia. Dużo też jest już zrobione; odgrodzone taśmami dla osób postronnych pełnowymiarowe pola gier, poszczególne boiska pomiędzy sobą odgrodzone drewnianymi belkami, namiot gastronomiczny, namiot komitetu organizacyjnego zawodów i sędziego, oraz duży namiot dla zawodników biorących udział w turnieju dla ochrony przed niekorzystnymi warunkami meteorologicznymi. Kolejność gier i rozstawienia drużyn, numery boisk na których będą grać poszczególne ekipy zostały wylosowane wcześniej. Przed godziną ósmą rozpoczynam przegląd licencji zawodników poszczególnych ekip (niektórzy zdziwieni, że ktoś tego żąda). Zawodnik Fochabers PC Aberdeen musi biegać na parking za stadionem (niezła rozgrzewka) bo zapomniał wziąć ze sobą licencję. Przejrzenie licencji zawodniczych wraz z szefami poszczególnych drużyn zajmuje sporo czasu, ale ze wszystkim problemami udaje się uporać na czas. O godzinie ósmej trzydzieści w końcu jesteśmy gotowi i rozpoczynamy zawody. Część oficjalną rozpoczyna Ryszard Kowalski, a po wstępie i odegraniu hymnów państwowych drużyn uczestniczących w turnieju, oficjalnego otwarcia dokonuje burmistrz miasta Dzierżoniów. Później krótko ja przedstawiam zasady, które należy przestrzegać na tym turnieju. Czas na rozgrywkę jest nielimitowany więc kula i świnka po opuszczeniu placu gry musi być zamarkowana i bierze udział w grze do końca rozgrywki. Kula i świnka nie bierze udziału w grze gdy trafi lub odbije się od krawężnika przy boisku lub belki na końcu boiska. Ta informacja musi być ponownie powtórzona bo część graczy to przyjęła ze zdziwieniem. Więc ponownie powtarzam ten element (tu nie może być żadnej pomyłki) później życzę zawodnikom dobrej gry zabraniając spożywania oczywiście alkoholu, palenia papierosów i prowadzenia rozmów przez telefony komórkowe.

Zawodnicy rozpoczęli rozgrzewkę. W tym momencie moja rola polegała na tym, że trzeba było ustawić na jednym boisku triplety, a na następnym miksty według kolejności ustalonej przez kapitanów drużyn przed rozpoczęciem meczu. Po zakończeniu tripletów podobna sytuacja miała miejsce z dubletami. Dublet pierwszy przeciwko dubletowi pierwszemu przeciwnika, dublet drugi przeciwko dubletowi drugiemu przeciwnika, no i w końcu dublet mikst przeciwko dubletowi mikstowi przeciwnika. Takie proste, ale skąd zapędy niektórych żeby to wymieszać ??? Jakoś udaje mi się nad tym zapanować…
Na początku każdego nowego meczu zabawa zaczyna się od początku. Zawsze po ustawieniu drużyn na boisku jest chwila spokoju. Można pospacerować i przyglądać się grze zawodników. Problemów żadnych, bo przecież mamy do czynienia z profesjonalistami. A wiele zagrań, które oglądaliśmy były nagradzane brawami. Wielokrotnie widziałem, że zawodnicy z drużyn przeciwnych nawzajem bili sobie brawo po takich zagraniach.
Wśród zawodników wyróżniłbym prawie całą drużynę ze słonecznych Włoch. Chyba najlepszym wśród nich był Fabio Dutto. Włosi z kolei gorącymi brawami podsumowali grę Joanny Kastelik, a ja teraz gratuluję Joasi udanego dnia zawodów. Największą grupę kibiców mieli oczywiście gospodarze turnieju – Drużyna Broen Karo. Bardzo liczna grupa to kibice z Włoch którzy dopingowali swoich zawodników po każdym udanym zagraniu, tak jak na południowców przystało, było ich po prostu słychać.
Bardzo swobodnie czuli się Estończycy, którzy po wygraniu meczu z gospodarzami, rozmawiali na boisku nie krępując się niczego, bo nikt nie miał szans połapać się o czym mówią. Szkoci reagowali zupełnie inaczej i nie okazywali emocji na zewnątrz. Po drugim przegranym meczu z gospodarzami wyluzowali się chyba całkiem i pogodzili z losem.
Cały dzień minął w spokojnej przyjaznej atmosferze ale w duchu sportowej rywalizacji do ostatniego zagrania na boisku. Nikt nie poddawał się do ostatniego punktu. Przez cały dzień pomierzyłem trzy sporne sytuacje. Można powiedzieć – zupełny luz, ale tak naprawdę jest zupełnie inaczej. Koniec zawodów przyjąłem z ulgą. Jeszcze gratulacje i puchary dla uczestników turnieju. Zamknięcie zawodów przez burmistrza miasta i można wracać do domu w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Dziękuję Magdalenie Błasiak i Wojtkowi Cilińdziowi za pomoc w tłumaczeniach na angielski bardziej skomplikowanych tekstów.
Dziękuję organizatorom za bardzo profesjonalne podejście do organizacji zawodów w całości. Cieszę się bardzo, że mogłem wziąć udział w tak pięknie (miodzio) zorganizowanych zawodach jako sędzia.