Polska Federacja Petanque – Polski Związek Sportowy
Odwiedź nas:

Polska Federacja Petanque

Odwiedź nas:

W „Rejsie” Marka Piwowskiego pada taki oto tekst: „Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy”. W końcu, pierwszy zaczął K.S.P. Broen – Karo Dzierżoniów i wystartował w rozgrywkach Euro Cup of Clubs A. D. 2010.

- 20100731_dzierzoniow_eurocup_01.jpg

Pierwsi w Polsce zameldowali się Estończycy. Dwudziesto dwugodzinną podróż przebyli busem. Na pytanie o stan polskich dróg odpowiedzieli, że są one zbliżone do Estońskich (mogły by być szersze i mamy dużo foto radarów), ale nie jest to Finlandia. Aha. Estończycy rozumieją język rosyjski, ale nie chcą go używać. W zamian, ładnie mówią po estońsku oraz angielsku. Miewają też problem z wpisaniem hasła Dzierżoniów w GPS.

W piątek o 15 godzinie odebrałem sześcioro estońskich przyjaciół ze stacji benzynowej i zawiozłem do pensjonatu Magda w Lasocinie. Jedyne o czym marzyli, to ciepły prysznic, obiad oraz łóżko. Musiałem ich zostawić, gdyż miałem zaplanowany wyjazd, wraz z prezesem Ryśkiem na lotnisko do Wrocławia, celem odebrania pozostałych dwu ekip. Dzięki uprzejmości Pana Burmistrza Marka Pioruna, autobus był do dyspozycji od piątku do poniedziałku.

Po godzinie 19, trzymając kartkę z napisem „Petanque Italy”, czekaliśmy na wycieczkę turystyczną z Włoch. Poza ośmiorgiem zawodników i trenerem, zwanym przez Włochów „kokcz”, albo jakoś tak, przybyła wesoła ekipa wczasowiczów. Pierwsze ich słowa (Włosi nie mówią po angielsku, poza 2 uroczymi i młodymi tłumaczkami) brzmiały: Auschwitz, Kraków i Częstochowa, wymawiane oczywiście po Włosku. Niepocieszeni zbyt dużą odległością dzielącą Dzierżoniów oraz w/w miasta, Włosi postanowili wymienić pieniądze oraz poskromić głód. Pierwszym polskim słowem, którego ich nauczyłem, było:…… „PIWO”. Gdy Włosi najedli się i wypili oczywiście piwo i Espresso, (chyba nic innego nie piją), udali się do autobusu. Natomiast my oczekiwaliśmy facetów w spódnicach, którzy właśnie wylądowali.

Ze Szkotami wiąże się ciekawa historia. Przed ich przylotem, „mailowałem” z nimi, aby ustalić wszystkie szczegóły. Wymyślili sobie, że wylądują w Poznaniu (gdyż mieli bliżej na lotnisko w Szkocji ze swojej miejscowości), wynajmą auto i w 2,5 godziny dotrą do Wrocławia!!! Udało mi się ich jednak przekonać, że to nienajlepszy pomysł i wyładowali we Wrocławiu. Była wśród nich Lynn Jenkins, sekretarz ich stowarzyszenia petankowego, znana polskiej braci bularskiej z turniejów CC we Wrocławiu. Aha. Szkoci bardzo dobrze mówią po angielsku.

Kiedy obie ekipy były w autobusie ruszyliśmy do Lasocina. Chcieliśmy mieć wszystkie drużyny w 1 miejscu, aby skuteczniej przetransportować je na miejsce zawodów. Droga okazała się bardzo ciekawa. Kiedy poza Wrocławiem nastała ciemność, dało się wyczuć lekkie przerażenie we włoskich oczach. Musiałem tłumaczyć, dlaczego na ulicy nie ma świateł, dlaczego nie ma domów obok drogi, są tylko lasy i pola, dlaczego jest wąska droga i w dodatku remontowana. Ale pytanie, na które próbowałem odpowiedzieć i nie wiem, czy mi się udało, brzmiało: „Co to był komunizm”? Włoszka nie potrafiła zrozumieć, że były kartki na żywność, talony na RTV, AGD i samochody, dlaczego były 2 programy w telewizji i tylko w określonych godzinach. Jednakże największe przerażenie było, gdy wjechaliśmy do Lasocina. W moim odczuciu Włosi myśleli, że będą mieszkać na wsi w stodole. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna – pokoje bardzo się podobały. Rankiem natomiast, oczom ich ukazał się piękny górski widok.

Po śniadaniu wszystkie ekipy grzecznie usiadły w autobusie i ruszyliśmy na OSiR. Widok na trasie Dzierżoniów – Lasocin rano zmienił się całkowicie. Przerażenia już nie było, w jego miejsce przyszła ciekawość. Padały pytania o religię, o to co rośnie na polach, ile ludzi tutaj mieszka. W międzyczasie wszystkie ekipy poparły pomysł, aby rozegrać zawody wciągu 1 dnia. I tak oto autobus dotarł na teren OSiRu. Ku mojemu zdziwieniu, żadna z ekip nie narzekała na bieżnię i wszyscy zawodnicy ochoczo przystąpili do rozgrzewki.
Aż nadszedł pan burmistrz, a to mogło oznaczać tylko jedno – początek zawodów.

- 20100731_dzierzoniow_eurocup_02.jpg

Ustawiliśmy wszystkie drużyny twarzami w stronę flag i odegraliśmy hymny 4 państw. Następnie Pan Marek Piorun wygłosił okolicznościową laudację, a sędzia zawodów przedstawił regulamin.

- 20100731_dzierzoniow_eurocup_03.jpg

I tu zaczynają się schody. Przed zawodami wyznaczyliśmy boiska do gry. Według regulaminu, gdy kula lub świnka opuści boisko, ale nie uderzy w belkę lub krawężnik, gra toczy się dalej. Estończycy i Szkoci nie mieli z tym problemu, Włochom natomiast to nie odpowiadało.

- 20100731_dzierzoniow_eurocup_04.jpg

A propos sędziego. Pan Robert Balcerek (wielki buziak za przybycie) okazał się być „stronniczy”. Nie dość, że jest Polakiem, to w dodatku urodzony jest w Dzierżoniowie. Poza tym był wielkim nierobem, gdyż interweniował tylko 2 razy.
Klubowe Mistrzostwa Europy charakteryzują się określonymi zasadami. Drużyna na tychże zawodach może liczyć od 6 do 8 osób. Przy sześcioosobowej drużynie, w jej składzie musi być jedna płeć przeciwna, natomiast powyżej 6 osób muszą być 2 takie osoby. 1 mecz to 5 pojedynków w następujących konfiguracjach: triplet mieszany, triplet dowolny, dublet mieszany i 2 dublety dowolne. Za każde zwycięstwo drużyna otrzymywała 1 punkt.

- 20100731_dzierzoniow_eurocup_08.jpg

Zawody się zaczęły. Pierwszy mecz graliśmy z Estonią. Przed meczem nastąpiła wymiana polskich znaczków na estońskie bombonierki. W naszych głowach świtała myśl, że mecz ten jest meczem o 2 miejsce w grupie, co w końcowym rozrachunku okazało się prawdą. Niestety, 2 miejsce przypadło w udziale Estonii. Przegraliśmy 1 – 4, jednakże uważam, że prezentowaliśmy zbliżony poziom. Estończycy, w mojej opinii, grają pewną i spokojną petankę. Nie szaleją z biciem, choć biją dobrze, ale preferują pewną pointę.

W drugim meczu zmierzyliśmy się ze Szkocją. Jak słusznie przypuszczaliśmy, Szkoci zajęli ostatnie miejsce w grupie, przegrywając z nami 1 – 4. „Smutki” topili w polskim piwie, które bardzo im smakowało. Podczas gry, byli weseli i nie było widać w ich zachowaniu niewiadomo jak silnej presji na wynik.
Trzeci mecz był szkołą petanque przez duże SZ. We włoskiej ekipie był Fabio Dutto, brązowy medalista MŚ w Grenoble z 2006 roku.

- 20100731_dzierzoniow_eurocup_05.jpg

Włosi przyjechali pewni swego – wszystkie mecze wygrywając 5 – 0, chociaż Estończycy 2 mecze przeciwko nim przegrali odpowiednio do 12 i 11. My zaś mogliśmy się uczyć. W mieszanej trójce grałem z Asią i Piotrkiem. Mecz przegraliśmy 1 – 13. Punkt zdobyliśmy tylko dlatego, że włoska pointerka nie wybiła naszej ostatniej kuli. Bywały rozgrywki, w których Włosi bili 4 razy i 4 razy skutecznie. Ale nie ma się, czemu dziwić. Z rozmów z Włochami wynika, że tam u nich jest profesjonalne szkolenie, są pieniądze przeznaczane na promocję sportu, petanka jest sportem profesjonalnym. W Polsce niestety ciągle możemy o tym pomarzyć.

- 20100731_dzierzoniow_eurocup_09.jpg

- 20100731_dzierzoniow_eurocup_10.jpg

Po rozegranych meczach nastąpiła dekoracja. Wszyscy zawodnicy z rąk burmistrza otrzymali pamiątkowy medal, a szefowie klubów puchar.

ZOBACZ WYNIKI TURNIEJU

Po pamiątkowym zdjęciu, nadszedł czas na kolację ufundowaną przez Pana Marka Pioruna. Największym zainteresowaniem cieszyła się „grande wodka”. Włosi robili sobie nawet przy niej pamiątkowe zdjęcia.

- 20100731_dzierzoniow_eurocup_06.jpg

Po kolacji do akcji wkroczył DJ Mucios. Zapodając bity, rozruszał towarzystwo. Ponoć disco polo nie jest ulubionym rodzajem muzyki. Proszę mi wierzyć, to nie jest prawda. Wszyscy bawili się wyśmienicie.

- 20100731_dzierzoniow_eurocup_07.jpg

Kiedy zabawa zakończyła się, wszyscy udali się na zasłużony odpoczynek. Prawie wszyscy, Estończycy postanowili wracać do domu.

Następnego dnia nastąpił rozbrat braci bularskiej. Włosi, w towarzystwie Asi, Gosi oraz moim, udali się na wycieczkę do Wrocławia. Trudno ich było tam okiełznać. Ci z bólem głowy skoncentrowali się na zakupach i obserwowaniu rekonstrukcji Powstania Warszawskiego. Reszta udała się ze mną do Panoramy Racławickiej, której suma sumarum nie zobaczyli, gdyż nie było wolnych miejsc. W zamian za to, zwiedzili atrakcje Ostrowa Tumskiego, który im bardzo spodobał. Atrakcją okazały się też wrocławskie krasnale. I tu znów był problem, z wytłumaczeniem Włochom, czym była Pomarańczowa Alternatywa. Wieczorem w ramach rewanżu, Włosi zaprosili swoich przewodników na kolację. Wszystko by było dobrze, gdyby nie kopytka. Miałem wielki problem w wytłumaczeniu im, co to takiego jest. Ale smakowały.

Szkoci w tym samym czasie poszli zwiedzać Dzierżoniów, a popołudniu wzięli udział w mieszanym turnieju przyjaźni. Też dobrze się bawili, no może poza momentem, gdy zostawili kule w taksówce. Ale i z tym fantem daliśmy sobie radę i kule się znalazły.

W poniedziałek wszyscy grzecznie i punktualnie znaleźli się w autobusie wiozących ich na lotnisko. Włosi odlecieli do swoich domów, a Szkoci postanowili pozwiedzać Wrocław i Kraków.

Z naszych rozmów przeprowadzonych z zagranicznymi gośćmi, jak i obserwacji ich reakcji i zachowania wynika, że pobyt w Polsce bardzo pozytywnie ich zaskoczył i będą go wspominać bardzo miło. Szkoci mówili, że w Turcji spali w złych warunkach. Włosi zaś wspominali, że gdy byli w Danii, to nikt ich nie odebrał z lotniska, a po turnieju zostali sami. Dziękowali nam na każdym kroku i w ramach rewanżu, zapraszają za rok 8 na trzydniowy turniej do Włoch.

Klub Sportowy Petanque Broen – Karo Dzierżoniów pragnie podziękować za udzieloną pomoc:

  • Polskiej Federacji Petanque
  • Sędziemu – Panu Robertowi Balcerkowi
  • Burmistrzowi Dzierżoniowa – Panu Markowi Piorunowi
  • Dyrektorowi OSiRu – Panu Robertowi Gulce
  • Prezesowi Firmy Broen S.A. – Panu Ryszardowi Krzyśkowowi
  • Prezesowi Przedsiębiorstwa Handlowo – Usługowego „Wodnik” – Panu Ryszardowi Kuriacie
  • Prezesowi PPHU Włodek – Panu Henrykowi Włodkowi
  • oraz wszystkim nie wymienionym tu osobom.